Surowce

Bułgarski dostawca gazu ukarany za blokowanie dostępu do infrastruktury

psav zdjęcie główneW osobnej decyzji Komisja ogłosiła, że rumuńska firma petrochemiczna Oltchim otrzymała niezgodnie z unijnymi zasadami 335 milionów euro wsparcia państwowego i państwo musi teraz te środki odzyskać.”Od lat bułgarscy odbiorcy gazu ziemnego nie mają wyboru dostawców, bo grupa BEH odmówiła udostępnienia swojej infrastruktury gazowej innym hurtowym dostawcom gazu” – podkreśliła w poniedziałek unijna komisarz ds. polityki konkurencji Margrethe Vestager.Bułgarski Holding Energetyczny to państwowe przedsiębiorstwo, które za pomocą swoich spółek córek kontroluje infrastrukturę gazową w Bułgarii (Bulgartransagaz) oraz dostarcza surowiec do konsumentów (Bulgargaz).Według wydanej w poniedziałek decyzji grupa nadużywała swojej dominującej pozycji zarówno na rynku infrastruktury gazowej jak i zaopatrzenia. BEH wykorzystał dominującą pozycję Bulgartransagazu, aby chronić niemalże monopolistyczną pozycję Bulgargazu, jeśli chodzi o dostawy gazu.Bulgargaz ograniczył zdolność przesyłową jedynego rurociągu importowego, którym sprowadzany jest gaz do kraju przez Rumunię. Chodziło o to, by rurociąg ten nie mógł być wykorzystywany przez potencjalnych konkurentów.Dochodzenie Komisji wykazało, że w latach 2010-15 BEH blokował dostęp do krajowej sieci przesyłu gazu, jedynego magazynu gazu w Bułgarii i jedynego rurociągu importowego doprowadzającego gaz do Bułgarii, który został w całości zarezerwowany.”Bez dostępu do tej niezbędnej infrastruktury potencjalni konkurenci nie mogli wejść na hurtowe rynki dostaw gazu w Bułgarii. Uniemożliwiło to rozwój konkurencji i zapewniło spółce Bulgargaz niemalże monopol” – czytamy w komunikacie Komisji.Urzędnicy w Brukseli stwierdzili, że takie postępowanie jest złamaniem art. 102 unijnego traktatu, który zabrania nadużywania dominującej pozycji na rynku. W rezultacie KE podjęła decyzję o nałożeniu grzywny na firmę.W konsekwencji oddzielnego postępowania, którego finał również ogłoszono w poniedziałek, KE zakwestionowała pomoc publiczną dla rumuńskiej firmy petrochemicznej Oltchim na kwotę około 335 mln euro. To jedno z największych przedsiębiorstw petrochemicznych w Rumunii i Europie Południowo-Wschodniej kontrolowane jest przez państwo, do którego należy 54,8 proc. udziałów.W kwietniu 2016 r. Komisja wszczęła dochodzenie ws. pomocy, jaka trafiała do tej firmy po nieudanej prywatyzacji. Chodziło m.in. o umorzenie długów na kwotę ponad 300 mln euro i utrzymywanie dostaw przez rumuńskie spółki państwowe bez płatności i pomimo pogarszającej się sytuacji finansowej uim.Komisja stwierdziła, że żaden wierzyciel na rynku prywatnym nie zgodziłby się na umorzenie długów Oltchimu ani na utrzymywanie dalszych dostaw na takich samych warunkach, jak robili to wierzyciele i firmy państwowe w 2015 r. Urzędnicy w Brukseli uznali, że środki te stanowią zakazaną unijnym prawem pomoc publiczną i powinny być odzyskane przez państwo, tym bardziej, że w trakcie pompowania pieniędzy do firmy nie realizowano żadnego planu naprawczego.

Surowce

Ropa w USA ma trudności z utrzymaniem poziomu powyżej 52 dolarów za baryłkę

psav zdjęcie główneBaryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na styczeń na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 52,35 USD za baryłkę, po zniżce o 0,44 proc.
Brent w dostawach na luty na giełdzie paliw ICE Futures Europe w Londynie jest wyceniana po 61,01 USD za baryłkę, po zniżce ceny o 0,73 proc.
Na rynkach coraz częściej pojawiają się wątpliwości, czy podjęta w ubiegłym tygodniu decyzja koalicji OPEC+ o obniżeniu dostaw ropy o 1,2 mln baryłek wystarczy, aby zmniejszyć nadwyżkę ropy na świecie.
Minister energii Rosji Aleksander Novak poinformował w tym tygodniu, że Rosja obniży produkcję ropy o co najmniej 50-60 tys. baryłek dziennie wobec poziomów notowanych w październiku.
Międzynarodowa Agencja Energii ocenia, że produkcja ropy w OPEC może w I kwartale 2019 r. spaść o 1,4 mln baryłek dziennie z poziomów notowanych w X – do 31,5 mln b/d,a w II kwartale jeszcze się obniżyć do 31,2 mln b/d.
Podczas poprzedniej sesji ropa WTI na NYMEX zdrożała o 2,8 proc.

Surowce

Polska będzie uzależniona od węgla przez co najmniej 15 lat

psav zdjęcie główneKilka dni temu Polska Grupa Energetyczna wydała lakoniczny komunikat giełdowy. „Spółka powzięła informację o podpisaniu przez Polską Grupę Górniczą porozumienia do umowy zawartej w dniu 13 sierpnia 2013 r. na dostawy węgla kamiennego na potrzeby bloków 5 i 6 Elektrowni Opole („porozumienie”). W ramach porozumienia strony dostosowały zapisy do aktualnych wymagań formalno-prawnych oraz odstąpiły od wyznaczania ceny węgla w oparciu o wskaźniki dotyczące średnich cen energii elektrycznej, średnich rynkowych cen węgla oraz średnich kosztów uprawnień do emisji CO2. Strony ustaliły cenę węgla kamiennego do dnia 31 grudnia 2022 r. Natomiast ceny węgla na kolejne poszczególne okresy dostaw będą ustalane w drodze negocjacji. Szacowana wartość porozumienia w okresie od dnia rozpoczęcia dostaw przez 20 kolejnych rocznych okresów dostaw wynosi ok. 16 mld zł”.Umowa na lataW przekładzie na ludzki język oznacza to, że PGE i PGG zafiksowały „na sztywno” cenę dostaw węgla dla nowych bloków elektrowni Opole. Dotychczas obowiązywała formuła uzależniona od hurtowych cen prądu, cen CO2 oraz międzynarodowych cen węgla (ARA). Taka formuła gwarantowała PGE, że ceny węgla będą kroczyć lub pełzać w ślad za cenami dwóch pozostałych elementów, od których zależy rentowność produkcji prądu.PGE zawarła też nową umowę z PGG na dostawy węgla do starych bloków. Komunikat nic nie mówi o formule, ale według naszych informacji węglowy potentat z Katowic w ogóle nie chce już zawierać umów indeksowanych cenami prądu czy ARA. Ceny mają być możliwie sztywne, a kontrahenci nie bardzo mają wybór – po fuzji PGG i KHW konkurencja jest ograniczona a import węgla dla elektrowni na południu kraju wciąż droższy.psav pictureLikwidacja formuły cenowej w gruncie rzeczy jest logiczna. PGE jest akcjonariuszem PGG, zainwestowała tam kilkaset mln zł. Po co obniżać cenę węgla, skoro później trzeba składać się na ratowanie górniczego giganta?A ceny węgla rosną i będą miały solidny wkład do rosnących cen prądu. PGE poinformowała, że w kwartał do kwartału wzrosły o 88 gr na GJ, co oznacza przynajmniej 10 proc. podwyżki. Polska Grupa Górnicza ma rekordowe wyniki – po trzech kwartałach zanotowała ponad 7 mld zł przychodów i 435 mln zł zysku.Jednak nowe umowy z zafiksowaną ceną są świadectwem olbrzymiego zacofania rynku węgla w Polsce. Przez 30 lat transformacji nie dorobiliśmy się tego, co jest standardem na Zachodzie – kontraktów terminowych, indeksów, giełdy, na której można węglem handlować, tak samo jak ropą czy zbożem.Jakie będą ceny węgla w przyszłości? Na jak długo starczy węgla w Polsce? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl>>> Emilewicz: Warto rozważyć otwarcie rynku na zakup energii z zagranicy

Surowce

Znów będzie można zatankować na CPN. Orlen uruchamia dwie stacje retro

psav zdjęcie główne”W ten sposób, w 20. rocznicę połączenia obydwu podmiotów, koncern promuje swoje dziedzictwo i przypomina jedne z najpopularniejszych polskich marek. Spółka dostrzega potencjał biznesowy i marketingowy w reaktywacji wysoce rozpoznawalnych znaków towarowych od lat budzących pozytywne reakcje klientów, będących jednocześnie ponadczasowymi dziełami grafiki użytkowej i wzornictwa przemysłowego” – czytamy w komunikacie. Na obecnym etapie projekt dotyczy dwóch stacji – w Warszawie (CPN) i w Bodzanowie koło Płocka (Petrochemia Płock). Ich rebranding powinien zostać zakończony do końca tygodnia. Logotypy marek CPN i Petrochemii Płock pojawią się m.in. na dystrybutorach, pylonach z cenami oraz na budynku obu stacji. „Mimo, że jesteśmy nowoczesnym koncernem, pamiętamy o historii naszej firmy. Jej ważnym rozdziałem jest CPN, jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek. Logotyp CPN należy do klasyki polskiego wzornictwa i jest unikatowym dziełem sztuki. Jest on eksponowany m.in. w Muzeum Narodowym w Warszawie. Wiemy też, że marka wciąż żyje w świadomości Polaków, którzy traktują ją z dużym sentymentem. Reaktywując markę chcemy naszym klientom dać okazję do tego, by mogli bezpośrednio obcować z dziedzictwem nierozerwalnie związanym z historią Polski i rodzimej motoryzacji” – powiedział dyrektor Biura Promocji i Reklamy Marcin Stefaniak, cytowany w komunikacie. Koncern dysponuje obecnie siecią blisko 2800 nowoczesnych stacji paliw w Polsce, Czechach, Niemczech i na Litwie. CPN, czyli Centrala Produktów Naftowych, została powołana do istnienia 3 grudnia 1945 r. W szczytowym okresie rozwoju CPN dysponowała przeszło 1 400 stacjami benzynowymi oraz flotą prawie 600 nowoczesnych autocystern. Spośród stacji działających pod biało-pomarańczowym znakiem, około 520 obiektów czynnych było całą dobę, a ponad 700 stanowiły stacje samoobsługowe. Prawie tysiąc stacji znajdowało się w miastach, 195 służyło użytkownikom dróg szybkiego ruchu, a pozostałe zapewniały dostęp do paliw na terenach wiejskich, przypomniano w komunikacie. Z kolei Petrochemia Płock powstała w wyniku przekształcenia Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych, które działały od 1959 r. W lipcu 1993 r. MZRiP zostały przekształcone w Petrochemię Płock S.A. We wrześniu ub.r. agencja ISBnews dowiedziała się, że PKN Orlen planuje reaktywację marki CPN i prowadzenie pod historycznym logo stacji na warszawskiej Pradze. Z informacji uzyskanych w sierpniu br. wynikało, że uruchomienie stacji pod logo CPN na warszawskiej Pradze nastąpi jesienią. Grupa PKN Orlen zarządza sześcioma rafineriami w Polsce, Czechach i na Litwie, prowadzi też działalność wydobywczą w Polsce i w Kanadzie. Jej skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 95,36 mld zł w 2017 r. Spółka jest notowana na GPW od 1999 r.

Surowce

Niezależność energetyczna po amerykańsku. Historyczny sukces czy osiągnięcie papierowego tygrysa?

psav zdjęcie głównePrzejście na eksport netto jest wynikiem bezprecedensowego boomu w amerykańskiej produkcji ropy z łupków. Ten oleisty surowiec jest pompowany z tysięcy odwiertów, od tzw. Basenu Permskiego w rejonie Teksasu i Nowego Meksyku, do Bakken w Północnej Dakocie i Marcellusa w Pensylwanii.Rewolucja łupkowa przekształciła Stany Zjednoczone w największego producenta ropy naftowej na świecie, który wyprzedził Rosję i Arabię Saudyjską. Tym samym siła OPEC została zmniejszona, podcinając jedną z głównych sił geopolitycznych ostatniego półwiecza. OPEC i jego sojusznicy uzgodnili w piątek, że ograniczą wydobycie ropy naftowej o 1,2 mln baryłek dziennie. Wcześniej Donald Trump apelował do kartelu, by nie zmniejszał produkcji i pozwolił na dalszy spadek cen, co byłoby wsparciem dla wzrostu gospodarczego w wysoko rozwiniętych krajach. Czytaj więcej TUTAJ.”USA stają się dominującą siłą energetyczną na świecie” – powiedział Michael Lynch, prezes Strategic Energy & Economic Research. W dalszej części wypowiedzi Lynch zauważył, że ponieważ zmiany zachodzą stopniowo, nie spowodują ogromnej rewolucji, ale OPEC będzie
musiał
wziąć to pod uwagę, przy kolejnych decyzjach dotyczących cieć
wydobycia.>>> Czytaj też: Polska uniezależniła się od gazu z Rosji. Surowiec importujemy nawet z NigeriiW poprzednim tygodniu dzienna sprzedaż netto USA za granicę wynosiła 211 tys. baryłek ropy i produktów rafinowanych, takich jak benzyna i olej napędowy. Podczas gdy dotychczas w 2018 roku notowano średni import netto na poziomie około 3 milionów baryłek dziennie. Zgodnie z danymi amerykańskiej agencji EIA (Energy Information Administration), największy import netto – na poziomie 12 milionów baryłek dziennie – USA notowały w 2005 roku.Eksport amerykańskiej ropy ma wzrosnąć jeszcze mocniej, wraz z powstawaniem nowych rurociągów i przynajmniej dziewięciu terminali, które będą zdolne do załadunku supertankowców. Jedyny obiekt, który obecnie jest w stanie załadować największe morskie tankowce znajduje w Luizjanie.Złoża na polach naftowych Basenu Permskiego mogą być nawet większe niż wcześniej szacowano. Według amerykańskich służb geologicznych, mniej eksploatowana część pola Basenu Delaware, posiada ponad dwukrotnie więcej ropy niż rejon Midland.Przejście na eksport ropy netto oznacza, że USA osiągnęły niezależność energetyczną, spełniając tym samym aspiracje głoszone przez amerykańskich polityków od pokoleń, od Jimmy’ego Cartera po George’a W. Busha. Jest to jednak osiągnięcie papierowego tygrysa. W rzeczywistości USA nadal pozostają skazane na globalne ceny energii, wynikające ze starej geopolityki Bliskiego Wschodu, bo Stany Zjednoczone nadal importują ropę. Każdego dnia amerykańskie rafinerie zużywają ponad 17 milionów baryłek surowca, dlatego, aby wspomóc przemysł konieczny jest import ponad 7 milionów baryłek dziennie.>>> Czytaj też: Ceny ropy zależą od rurociągów amerykańskich

Surowce

Ceny ropy jak zawsze zaskakują

psav zdjęcie główneHuśtawka cen na rynku ropy trwa. W styczniu 2016 roku osiągnęły minimum – 26,55 dolarów za baryłkę. Sześć miesięcy wcześniej baryłka kosztowała 60 dolarów, a w czerwcu 2014 roku ponad 100 dolarów.Nietrafne prognozyZmiana trendu na rynku ropy naftowej zaskoczyła analityków. Ceny rosły od połowy ubiegłego roku, przekraczając pod koniec września 75 dolarów. Spadek, jaki zanotowały w późniejszym okresie, wynikał zarówno z rosnącej podaży, spadającej dynamiki popytu, jak też wydarzeń politycznych, mających istotny wpływ na rynek.W grudniu ubiegłego roku portal http://www.oil-price.net/ prognozował, że wzrost cen ropy przekroczy w 2018 roku 70 dolarów za baryłkę i prognoza ta się sprawdziła, ale tylko częściowo. Głównym powodem wzrostu cen miała być rosnąca siła Rosji na rynku ropy naftowej. Rosja wyprzedziła Arabię Saudyjską w produkcji, a 30 listopada 2017 roku uzgodniła z 14 krajami OPEC obniżenie wydobycia o 1,8 mln baryłek dziennie. OPEC to tak naprawdę Arabia Saudyjska plus 13 znacznie mniejszych producentów. Osłabienie pozycji lidera oraz obniżenie ocen, dotyczących rezerw saudyjskich miało być najważniejszym motorem wzrostu cen ropy.O dziwo, znacznie ostrożniejszy w swych prognozach cenowych był rosyjski gigant Rosneft, który jest kontrolowany przez tamtejszy rząd poprzez państwową spółkę JSC ROSNEFTEGAZ, ale prawie połowa akcji należy do prywatnych inwestorów. We wrześniu 2017 roku dyrektor generalny i prezes Rosnieftu Igor Sieczin mówił w wywiadzie, że w 2018 roku ceny wyniosą od 40 do 43 dolarów za baryłkę.Kilka tygodni później gubernator Banku Rosji Elwira Nabiullina oświadczyła, że bank centralny Rosji utrzymał prognozę ceny ropy na rok 2017 na poziomie 50 dolarów za baryłkę i uważa, że ​​cena ropy spadnie w latach 2018-2019 do 40 dolarów. Tymczasem ceny w 2018 roku były znacznie wyższe, w związku z czym Rosnieft zanotował 4-krotny wzrost zysku w I półroczu. W lipcu b.r. Sieczin oświadczył, że jeszcze w tym roku cena baryłki przekroczy 80 dolarów. I tym razem się pomylił, tyle że w drugą stronę.Bob Dudley, dyrektor generalny innego światowego giganta naftowego BP twierdził w ubiegłym roku, że do końca dekady ceny pozostaną w przedziale 50-60 dolarów. Kraje OPEC spodziewały się w 2018 roku tylko niewielkiego wzrostu cen.Polityka chwieje cenamiNajwiększe rezerwy ropy naftowej znajdują się w regionach politycznie niestabilnych, przede wszystkim na Bliskim Wschodzie, ale także w Ameryce Południowej i w Rosji. Iran jest objęty embargiem Stanów Zjednoczonych i jego produkcja ropy ma ograniczony dostęp do światowych rynków. Arabia Saudyjska jest reżimem autorytarnym, w dodatku ma napięte stosunki z Iranem, Katarem i prowadzi wojnę w Jemenie. W Wenezueli od kilkunastu lat rządzą populiści, którzy doprowadzili do znacznego spadku wydobycia. Rosja jest objęta sankcjami Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, co utrudnia jej, choć nie uniemożliwia finansowanie inwestycji i zakup technologii. W dodatku niektóre kraje, produkujące ropę naftową, są negatywnie nastawione do Zachodu, po cichu wspierają terroryzm i kilka razy w przeszłości ograniczały produkcję, by wywrzeć nacisk na USA i Europę.W ostatnich tygodniach stosunki amerykańsko-saudyjskie stały się napięte, w związku z zabójstwem dziennikarza Dżamala Chaszodżdżi w konsulacie w Stambule. Amerykańska reakcja była miękka, choć dziennikarz mieszkał na stałe w Stanach Zjednoczonych i pracował dla amerykańskich mediów. Donald Trump zapowiedział, że jeśli morderstwo zostało zlecone przez rząd saudyjski, zostanie on ukarany, ale wkrótce zmienił zdanie, mimo że CIA dostarczyła dowody, że za morderstwem stał książę Mohammed bin Salman, następca tronu Arabii Saudyjskiej. Prezydent naraził się na krytykę w USA, ale 21 listopada dziękował Saudyjczykom za współdziałanie w celu obniżenia cen ropy. Pojawiły się komentarze, że Trump wykorzystał kompromitujący Arabię Saudyjską incydent, by wywrzeć na nią nacisk w sprawie ropy.Profesor Steve Hanke, niegdyś członek Rady Doradców Gospodarczych prezydenta Ronalda Reagana twierdzi, że destabilizacja polityczna Arabii Saudyjskiej, a także innych producentów ropy paradoksalnie wpływa na obniżenie jej cen. Rząd państwa, mającego zasoby ropy, gdy uznaje, że ryzyko utraty władzy w ciągu najbliższych kilku lat jest wysokie, zwiększa wydobycie, by zgromadzić jak najwięcej gotówki. Nie przejmuje się kurczącymi się rezerwami. I odwrotnie – gdy stabilna jest perspektywa, stara się utrzymać dochody z ropy przez długi czas, ograniczając bieżące wydobycie.Drugim wydarzeniem politycznym, mającym wpływ na ceny ropy, była podjęta na początku listopada decyzja administracji amerykańskiej o zwolnieniu ośmiu rządów z amerykańskich sankcji przeciwko Iranowi. Chiny, Indie, Włochy, Grecja, Japonia, Korea Południowa, Tajwan i Turcja otrzymały od USA zezwolenie na kontynuację importu irańskiej ropy przez 180 dni, z możliwością przedłużenia. Produkcja i eksport irańskiej ropy znacznie wzrosły po podpisaniu porozumienia z USA w sprawie częściowego zniesienia sankcji. Gdy prezydent Trump zerwał porozumienie eksport irański znów zaczął spadać.Nie wiadomo, jaka będzie reakcja Unii Europejskiej i USA na eskalację agresji rosyjskiej przeciwko Ukrainie. Rosja jest od 2014 roku obłożona sankcjami, które nie obejmują jednak eksportu surowców, w tym ropy. Znawcy rynku naftowego nie spodziewają się, by incydenty na Morzu Azowskim wpłynęły na poziom rosyjskiego eksportu i na ceny.Na przyszłoroczne ceny ropy naftowej mogą wpłynąć decyzje, podjęte podczas szczytu G-20 w Buenos Aires, który odbył się pod koniec listopada. Wzięli w nim udział m.in.: prezydent USA Donald Trump, prezydent Rosji Władimir Putin, książę Arabii Saudyjskiej Mohamed bin Salman i prezydent Chin Xi Jinping.Rosnąca podażOd początku lat 80. XX wieku produkcja ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych nieustannie spadała, kurcząc się w tym czasie o połowę. Największy producent – Rosja, ścigała się z Arabią Saudyjską. Oba te kraje miały produkcję niemal dwukrotnie większą niż USA. Szybko rosło wydobycie ropy w Iranie i Meksyku i wydawało się, że oba kraje szybko wyprzedzą USA. Tymczasem na początku bieżącej dekady produkcja ropy w USA zaczęła rosnąć. Najpierw powoli, a od roku 2013 skokowo. Po kilkudziesięciu latach Stany Zjednoczone powróciły na pozycję lidera światowej produkcji lub też powrócą w roku 2019. Dzienne wydobycie (to podstawowa miara w tej branży) wynosi w USA około 10,5 mln baryłek. Mniej więcej tyle samo wydobywa Rosja i Arabia Saudyjska, więc kolejność tych trzech krajów w każdym roku może być inna.Rosja i Arabia mają ogromne rezerwy ropy, ale produkcja amerykańska rośnie dzięki technologii szczelinowania hydraulicznego, która pozwala na eksploatację ropy łupkowej. Ten wzrost nie będzie wieczny, gdyż pokłady łupkowe wyczerpują się szybciej niż zwykłe, ale na razie Stany Zjednoczone są mniej zależne od importu ropy niż przed kilku laty. Importują około 7 mln baryłek dziennie, ale też eksportują – ponad 1 mln baryłek. Energy Information Administration (EIA) uważa, że produkcja ropy łupkowej będzie rosła do 2040 roku. Dla producentów ropy łupkowej ceną graniczną jest 50 dolarów za baryłkę. Przy niższych cenach wydobycie się zmniejsza. Gdy jednak ceny rosną powyżej 70 dolarów za baryłkę, podaż ropy łupkowej stabilizuje sytuację na rynku.Według prognozy Departamentu Energii USA, w grudniu wydobycie ropy łupkowej osiągnie rekordowy poziom 7,94 miliona baryłek dziennie, a całkowita produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych przekroczy 11,5 mln baryłek.Rosną też szybko dostawy ropy z innych krajów, w tym z Arabii Saudyjskiej i Rosji, kompensując spadki produkcji Iranu i Wenezueli. Światowe wydobycie w październiku było o 2,6 miliona baryłek dziennie wyższe niż rok wcześniej, przy czym produkcja z krajów nie należących do OPEC była wyższa o 2,4 miliona baryłek. W podobnej skali przewidywany jest wzrost w roku przyszłym.Rosja jest dziś wiodącym producentem ropy na świecie. Średnie wydobycie przekracza 11 mln baryłek dziennie. Wysokie ceny, utrzymujące się do października zwiększyły zyski rosyjskich firm, które dzięki temu mają możliwości przeprowadzenia znacznych inwestycji w eksploatację nowych złóż.Rekordowo wysokie są też zapasy komercyjne ropy. Zapasy w krajach OECD we wrześniu wyniosły 2875 miliona baryłek ropy, co jest odpowiednikiem miesięcznej produkcji ropy na całym świecie.Spadający popytWedług Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) w roku bieżącym światowy popyt na ropę wzrósł o 1,3 milionów baryłek dziennie, a w roku 2019 wzrośnie o 1,4 mln baryłek dziennie. Na początku tego roku agencja uważała, że ​​popyt w 2018 roku wzrośnie o 1,5 baryłek dziennie. Bardziej pesymistyczna ocena IEA wynika z przewidywanego spowolnienia gospodarki światowej.To spowolnienie przewiduje większość instytutów ekonomicznych, a także mediów, zajmujących się gospodarką. W październiku tygodnik „The Economist” poświęcił specjalny raport zbliżającej się recesji. W światowej gospodarce narastają nierównowagi, których skutki poznajemy po czasie. Ot choćby – Fed od grudnia 2015 roku ośmiokrotnie podniósł stopy procentowe, gdy Europejski Bank Centralny jeszcze nie zaczął podwyżek, a Bank Japonii utrzymuje ujemne stopy. Chiny, którym Stany Zjednoczone wydały wojnę handlową, złagodziły politykę pieniężną, mimo że gospodarka chińska jest najbardziej zadłużona na świecie. Gdy w USA rosną stopy procentowe, umacnia się dolar, co utrudnia krajom, zaliczanym do rynków wschodzących spłatę długu, zaciągniętego w amerykańskiej walucie. Dlatego kłopoty finansowe ma Turcja, Argentyna i Pakistan.Nie tylko „The Economist” uważa, że kryzys wcześniej czy później nastąpi i może być trudniejszy do przezwyciężenia, gdyż rządy i banki centralne wystrzelały całą amunicję, zwalczając kryzys 2008 roku. Wówczas rządy na recesję zareagowały, stosując klasyczne narzędzia, pobudzające popyt. Wzrosły wydatki i deficyty budżetowe, a w efekcie dług publiczny w wielu krajach rozwiniętych, w tym w USA przekroczył 100 proc. PKB. Z recesji w 2009 roku krajom rozwiniętym udało się szybko wyjść, za cenę wzrostu zadłużenia publicznego. Dziś możliwość dalszego zadłużania jest znacznie mniejsza. Mniejsza też będzie skuteczność polityki pieniężnej, gdyż stopy procentowe, w większości krajów są bardzo niskie.W dłuższym okresie – po 2020 roku – popyt na ropę naftową może spaść, jeśli rozwinie się produkcja samochodów elektrycznych. Wielkie koncerny mocno w tę dziedzinę inwestują, a wiele państw zapowiada wprowadzenie w ciągu kilkunastu lat zakazu rejestracji nowych samochodów z silnikami spalinowymi.Nawet jeżeli czarne scenariusze nie sprawdzą się w 2019 roku, to rosnące prawdopodobieństwo spowolnienia wzrostu oraz handlu światowego będzie ograniczało ceny surowców, w tym ropy naftowej. Chyba, że kartelowi OPEC i innym głównym producentom uda się zawrzeć porozumienie w sprawie cięć w produkcji. Autor: Witold Gadomski