Centralny Magazyn Węgla już działa
Autor: admin
PKN Orlen i Płock będą współpracować. Chodzi o transport miejski z napędem wodorowym
psav zdjęcie główne„PKN Orlen ma dostarczyć wodór, zapewniając to paliwo dla transportu miejskiego, oraz ma wybudować stacje zasilania. Płock ma wyposażyć miasto w autobusy o napędzie wodorowym, niskoemisyjne” – powiedział po podpisaniu listu członek zarządu płockiego koncernu ds. operacyjnych Józef Węgrecki.
Jak przyznał, PKN Orlen będzie chciał wykorzystywać m.in. wodór wytwarzany w Anwilu, spółce zależnej płockiego koncernu. Pierwsza stacja wodoru ma powstać we Włocławku wraz hubem produkcyjnym w I kwartale 2021 r.
„Paliwo wodorowe to być może przyszłość, nie tylko transportu komunalnego, ale transportu w ogóle. Dzisiaj rozpoczynamy długą drogę. Cieszę się, że możemy robić to wspólnie i w efekcie za dwa, trzy, może cztery lata mieć transport zeroemisyjny, mega ekologiczny” – podkreślił prezydent Płocka Andrzej Nowakowski. Dodał, iż miasto to będzie musiało postarać się o wsparcie ze środków zewnętrznych, najprawdopodobniej unijnych, aby odnawiając, dostosować jednocześnie tabor komunikacji publicznej do paliwa wodorowego.
List intencyjny o współpracy na rzecz rozwoju zeroemisyjnego transportu publicznego opartego o napędy zasilane wodorem PKN Orlen i Urząd Miasta Płocka podpisały w środę podczas XXVI Sympozjum Naukowo-Technicznego CHEMIA 2020. W Płocku znajduje się główny zakład produkcyjny PKN Orlen, który jest największym kompleksem rafineryjno-petrochemicznym w Polsce.
W październiku 2019 r. podobny listy intencyjny – o współpracy na rzecz rozwoju zeroemisyjnego transportu publicznego napędzanego wodorem – płocki koncern podpisał z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią.
PKN Orlen informował wówczas, że podjął decyzję o budowie instalacji do doczyszczania wodoru, który następnie wykorzystywany będzie do napędu samochodów i autobusów elektrycznych nie tylko w obszarze Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Koncern wyjaśniał, że instalacja powstanie w zakładzie w Trzebini, należącym do spółki Orlen Południe, a rozpoczęcie produkcji czystego paliwa wodorowego planowane jest w 2021 r. >>> Czytaj też: Niemcy żegnają się z węglem. Rząd przeznaczył 4,35 mld euro na rekompensaty dla przemysłu
Atak na obiekty Aramco i inne cele w Arabii Saudyjskiej. „Duża liczba rakiet i dronów”
psav zdjęcie głównePrzedstawiciele Aramco – największego koncernu naftowego na świecie – odmówili komentarza agencji Reutera.
Rzecznik Hutich przekazał, że bojownicy zaatakowali także „przy użyciu dużej liczby rakiet i dronów” lotniska w miastach Abha i Dżizan w południowo-zachodniej Arabii Saudyjskiej, bazę wojskową Chamis Muszait i inne newralgiczne cele w tym kraju.
Na razie nie podano więcej szczegółów.
W marcu 2015 roku koalicja arabska pod wodzą Arabii Saudyjskiej rozpoczęła interwencję w pogrążonym w chaosie Jemenie, gdy w 2011 roku społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Jemeński konflikt zbrojny jest przez wielu postrzegany jako wojna zastępcza, prowadzona przez wspierający Hutich szyicki Iran i sunnicką Arabię Saudyjską w rywalizacji o dominującą pozycję w regionie. >>> Czytaj też: 6,2 tys. zł za uncję. Złoto jest najdroższe w historii
Solidarność o zakazie handlu: pomaga, a nie przeszkadza małym sklepom
„Solidarność” uważa, że ratuje małe sklepy. Bo gdyby nie zakaz handlu, to upadałoby ich jeszcze więcej. Tylko w grudniu zamknęło się 10 tys. małych sklepów i naprawdę trudno nie wiązać tej tendencji z niedzielnym zakazem handlu.
6,2 tys. zł za uncję. Złoto jest najdroższe w historii
psav zdjęcie główneKruszec jest notowany na poziomie około 1580 dolarów za uncję. Słabość polskiej waluty powoduje jednak, że w rodzimej walucie notowania otarły się o 6,2 tys. złotych, a to już najwięcej w historii.Nie jest tajemnicą, że ceny złota rosną najczęściej gdy na świecie rosną obawy. Mogą być one różne – dotyczyć konfliktów zbrojnych, politycznych czy ekonomicznych. To właśnie na niepewności i spadku poczucia bezpieczeństwa budowana jest popularność kruszcu postrzeganego jako bezpieczna przystań dla kapitału. Efekt? Królewski kruszec jest notowany na poziomie około 1580 dolarów za uncję. Choć już jest to ponad 50 dolarów za gram, choć wciąż wycena jest o prawie 20% niższa niż rekord z 2011 roku. Z rodzimego punktu widzenia ważniejsze jest raczej to ile za złoto trzeba zapłacić w polskiej walucie. A tu mamy historyczny rekord – 27 stycznia złoto otarło się o wycenę na poziomie prawie 6,2 tys. złotych.Złotem w zło tego świataI tak na wzrost cen w ostatnim czasie oddziaływały doniesienia o wojnie handlowej (USA – Chiny) czy konflikt irański. Do tego dochodzi prowadzenie przez najważniejsze banki centralne polityki taniego pieniądza lub tzw. „dodruku pieniądza”. Taka sytuacja oznacza przecież ryzyko wyższej inflacji, przed którą złoto powinno chronić.W ostatnich dniach pojawiają się też opinie, że na wyższe wyceny królewskiego kruszcu wpływają doniesienia o ataku koronawirusa. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać zaskakujące. Wytłumaczenie jest jednak takie, że gdyby doszło do epidemii, skutkowałoby to słabszym wzrostem gospodarczym na świecie. Te obawy skutkują dziś większym popytem na aktywa uznawane za bezpieczne przystanie dla kapitału – w tym złoto.Powyższy przykład doskonale wpisuje się w ocenę zaprezentowaną kilka lat temu przez CPM Group. Firma ta dowodziła, że zmiany cen żółtego metalu jedynie w niespełna 14 procentach można wytłumaczyć przez grę popytu i podaży. Reszta to spekulacje podatne na medialne doniesienia z całego świata. Najlepszy moment na zakup już minąłJeśli ktoś dziś rozważałby zakup kruszcu musi pamiętać, że przecież nikt nie zagwarantuje, że rekordowa dziś wycena będzie śrubowała kolejne historyczne maksima. Inwestując w złoto w formie fizycznej, musimy zabezpieczyć się też przed jego kradzieżą. Do tego kupując kruszec trzeba mieć świadomość, że ponosimy ryzyko zmiany notowań złota wyrażonych w dolarze. Z rodzimego punktu widzenia ważne jest też ryzyko zmiany kursu walutowego. I tak umocnienie się złotówki wobec dolara powinno skutkować tym, że wyrażona w złotym cena kruszcu będzie spadać. Na koniec warto zauważyć, że jeszcze 10 lat temu za uncję trzeba było zapłacić prawie o połowę mniej (niecałe 3,2 tys. zł), a 20 lat temu niecałe 1,2 tys. złotych. W tym kontekście bieżąca wycena ocierająca się o 6,2 tys. złotych za uncję jest już wyśrubowana. Nie zmienia to jednak faktu, że zakup złota wciąż jest niezłym zabezpieczeniem na wypadek realizacji różnych skrajnych scenariuszy – wojen, kryzysów gospodarczych czy innych poważnych kataklizmów. Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments>>> Czytaj też: Krucha stabilizacja. Złoty pod wpływem informacji na temat koronawirusa
od dziś należę do uwiązanych…
od dziś należę do uwiązanych kredyciarzy. tylko sobie w łeb strzelić, no ale mam co żem chciał. dajcie plusa na odwagę, musi starczyć na 30 lat 😀 #kredyt #finanse #mieszkanie #nieruchomosci #gorzkiezale
Podatki w Polsce są za niskie! [Jakub Sawulski – wykładowca SGH]
Wystąpienie doktora ekonomii na temat rzekomo zbyt niskich podatków w Polsce. Autorem wystąpienia jest dr Jakub Sawulski wykładający na SGH.
Minister funduszy i polityki regionalnej: Koszt polskiej transformacji energetycznej wyniesie prawie 500 mld euro
psav zdjęcie główne„Osiągniecie neutralności klimatycznej jest celem bardzo ważnym, ale cały czas poskreślamy argument sprawiedliwej transformacji energetycznej, jak również to, że tempo dochodzenia do neutralności musi być zróżnicowane w zależności od tego, na jakim etapie rozwoju gospodarczego są poszczególne państwa” – wskazała minister podczas katowickiej konferencji „W kierunku zielonej gospodarki”.
Podczas spotkania, które zgromadziło m.in. przedstawicieli regionów górniczych z kilku krajów Europy, unijna komisarz ds. reform i spójności Elisa Ferreira przedstawiła założenia Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, w ramach którego regiony szczególnie narażone na skutki zmian zmierzających do neutralności klimatycznej mają otrzymać w sumie dodatkowe 7,5 mld euro. Polska, na którą przypadnie ok. 2 mld euro, ma być największym beneficjentem tego instrumentu.
„To są świeże, dodatkowe środki dla Polski, do których angażujemy jeszcze dodatkowy wkład z polityki spójności. Oprócz tego mamy wiele możliwości w ramach programu InvestEU czy pożyczek udzielanych przez Europejski Bank Inwestycyjny. Więc myślę, że jest to już dobry początek do tego, żeby rozpocząć” – oceniła minister, zastrzegając, że same 2 mld euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji to zaledwie „kropla w morzu potrzeb”.
Jarosińska-Jedynak oceniła, że transformacja będzie dotyczyć nie tylko regionów górniczych, ale także innych. „Mówimy o sprawiedliwej transformacji, więc mówimy też o regionach, które potencjalnie mogą być dotknięte tymi zmianami” – powiedziała minister, zaznaczając, że każdy region to inna specyfika i inne potrzeby.
„Musimy wiedzieć, jakie potrzeby tkwią w tych regionach. Plany transformacji energetycznej, które mają być przygotowane, pokażą w jakim kierunku powinniśmy się rozwijać i jakie projekty strategiczne są potrzebne” – oceniła szefowa resortu funduszy i polityki regionalnej.
Inicjator katowickiej konferencji, marszałek woj. śląskiego Jakub Chełstowski, wyraził przekonanie, że dodatkowe środki na transformację mogą być zarządzane na poziomie regionalnym, np. w ramach oddzielnej tzw. osi priorytetowej Regionalnego Programu Operacyjnego, jednak bez uszczuplania funduszy spójności. Na potrzebę unijnego wsparcia finansowego dla transformacji zwracali także uwagę przedstawiciele innych polskich regionów, m.in. Dolnego Śląska i Podkarpacia, a także reprezentanci regionów z Bułgarii czy Rumunii.
Minister Jarosińska-Jedynak oceniła, że obecnie Polska nie może sobie pozwolić na radykalne odejście od węgla w gospodarce czy zamknięcie kopalń. Zadeklarowała, że rząd będzie współpracował zarówno z Komisją Europejską, jak i z polskimi regionami, aby wspólnie wynegocjować najlepsze rozwiązania, służące skutecznej, ale sprawiedliwej transformacji.
„Musimy współpracować – jako rząd – z Komisją Europejską, ale też z regionami. Musimy wiedzieć, jakie są potrzeby, żeby skutki transformacji były jak najmniej odczuwalne – przede wszystkim dla szczególnie dla osób pracujących. Dzisiaj jeszcze nie znamy skutków transformacji np. w zakresie związanej z tym możliwej likwidacji miejsc pracy” – mówiła minister.
Przypomniała, że rząd realizuje program „Czyste Powietrze”, a także Pogram dla Śląska, zakładający wydatkowanie w sumie 62 mld z na 116 rozmaitych projektów. Jarosińska-Jedynak opowiedziała się za głębszą integracją polityk sektorowych UE, by transformacja w kierunku neutralności klimatycznej była bardziej skuteczna. „Potrzebna jest synergia unijnej polityki niskoemisyjnej gospodarki z polityką przemysłową” – podkreśliła.
W ocenie wiceministra klimatu Adama Guibourge-Czetwertyńskiego, fakt, że Polska będzie największym beneficjentem Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, świadczy o tym, że Komisja Europejska dobrze rozumie wyzwania, przed jakimi stoją regiony górnicze, w tym Śląsk. Wiceminister podkreślił jednak, że środki te nie wystarczą na transformację.
„Ważne, że Komisja zdaje sobie sprawę, że sprawiedliwa transformacja jest warunkiem koniecznym, żeby umożliwić przejście w kierunku gospodarki neutralnej klimatycznie (…). Liczymy, że troska o konsekwencje społeczne będzie w sercu każdej następnej propozycji Komisji” – mówił wiceminister klimatu, według którego środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji mogą być także impulsem rozwojowym w kierunku innowacji i nowych technologii.
Według Guibourge-Czetwertyńskiego, to, że Polska otrzyma najwięcej środków z Funduszu, jest powodem do zadowolenia, ale świadczy też o tym, że właśnie w Polsce – na Śląsku – transformacja będzie najgłębsza i długotrwała. „Sprawiedliwa i odpowiedzialna transformacja będzie wymagała czasu. Nie chodzi tutaj o radykalne zmiany, ale stopniowe, aczkolwiek metodyczne, ich wprowadzenie, z uwzględnieniem szerokiego czynnika społecznego” – podkreślił wiceszef resortu klimatu.
„Projekt Komisji (Funduszu Sprawiedliwej Transformacji – PAP) odczytuję jako oznakę zaufania, że Polska w dalszym ciągu będzie podejmowała znaczące wysiłki w celu transformacji sektora energetycznego i przemysłu w kierunku niskoemisyjnym. Zaufanie to jest w pełni uzasadnione” – podsumował wiceminister, wskazując na potrzebę dobrego przygotowania terytorialnych planów transformacji w regionach.
„Jesteśmy dopiero na początku drogi. Mechanizm sprawiedliwej transformacji jest pierwszym, ale mam nadzieję, że nie ostatnim mechanizmem wsparcia, który będzie wspierał transformację niskoemisyjną” – mówił w Katowicach Guibourge-Czetwertyński.
Gaz przez Turecki Potok może dotrzeć na Węgry na przełomie 2021 i 2022 roku
psav zdjęcie główneOficjalna inauguracja Tureckiego Potoku, gazociągu biegnącego z Rosji do Turcji po dnie Morza Czarnego i z pominięciem Ukrainy, nastąpiła 8 stycznia. Rurociąg ma dwie nitki, każda o przepustowości 15,75 mld metrów sześciennych rocznie. Jedną z nich płynie gaz przeznaczony na rynek wewnętrzny Turcji, druga zapewnia dostawy do Bułgarii. Kaderjak podkreślił, że rurociąg zostanie przedłużony do Serbii i Węgier.
Według wiceministra Węgry mogą obecnie kupować gaz z kierunku zachodniego przez Austrię, gdzie surowiec dociera z południa, np. z Afryki Północnej. Dodał, że na rynek europejski znaczne ilości gazu docierają jeszcze z Norwegii.
Kaderjak oznajmił, że alternatywą może być dostawa gazu skroplonego, który mógłby docierać na rynek europejski przez kilka terminali, a Węgry mogłyby go kupować bezpośrednio z terminalu LNG powstającego w Chorwacji.
Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto mówił – według agencji TASS – podczas grudniowej wizyty w Rosji, że Turecki Potok to najbardziej realny sposób dywersyfikacji dostaw nośników energetycznych na Węgry. „Mamy nadzieję, że pod koniec 2021 roku 9,8 mld metrów sześciennych gazu będzie docierać na Węgry z kierunku południowego” – powiedział Szijjarto.
Zużycie gazu na Węgrzech wynosi około 10 mld metrów sześciennych rocznie, a dostawcą tego surowca jest Rosja. Władze w Budapeszcie podkreślają konieczność dywersyfikacji dostaw. Szijjarto wspominał wcześniej m.in. o szansie wiążącej się ze zbudowaniem terminalu LNG na chorwackiej wyspie Krk, dostawach z Azerbejdżanu czy z rumuńskich złóż gazu na Morzu Czarnym. Na razie jednak plany te nie zostały zrealizowane.
Rząd chce konsolidacji aktywów wydobywczych
psav zdjęcie główne„Będziemy prowadzić proces konsolidacji aktywów wydobywczych, by uporządkować ten rynek” – powiedział wiceminister podczas kongresu Powerpol. Wskazał, że będą na tym rynku zachodzić systemowe zmiany, ale trudno mówić obecnie o finalnym modelu.
Gawęda powtórzył, że obecnie problemem jest nadpodaż węgla na rynku, stąd plan utworzenia centralnego magazynu.
„To nie musi być w jednym miejscu, a tam, gdzie to będzie korzystne z punktu widzenia odbiorców. Celem nie jest, by przewozić nadmiar paliwa, a by mieć bufor, by w okresie nadwyżki mieć go gdzie deponować” – powiedział wiceminister Gawęda.>>> Czytaj też: Mroczny trend w norweskiej gospodarce. Płace rosną najwolniej od czasu II wojny światowej
Spada udział gazu z Rosji w imporcie PGNiG. Spółka podała dane za 2019 r.
psav zdjęcie główneŁącznie import gazu przez PGNiG w 2019 r. wyniósł 14,85 mld m sześc., o ok. 1,32 mld m sześc. więcej niż rok wcześniej.
Import z kierunku wschodniego wyniósł 8,95 mld m sześc., w porównaniu do 9,04 mld m sześc. w 2018 r. Oznacza to spadek z 66,8 proc. do 60,2 proc. w strukturze importu spółki.
W 2019 r. import LNG z USA, Kataru i Norwegii wyniósł 3,43 mld m sześc. po regazyfikacji i rok do roku wzrósł o ok. 0,7 mld m sześc., a udział skroplonego gazu wzrósł do 23,1 proc. Resztę importu pokrył kierunek zachodni i południowy.
Jak podkreśliło PGNIG, to wyraźna zmiana w kierunku dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego dla polskich odbiorców. Jeszcze w 2016 r. odsetek rosyjskiego gazu w całym imporcie sięgał blisko 89 proc., kolejne lata przyniosły stabilny spadek dostaw ze Wschodu, przy jednoczesnym wzroście importu LNG – zaznaczyła spółka.
„Z roku na rok widać wyraźny wzrost wolumenu skroplonego gazu ziemnego, który sprowadzamy przez Terminal LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu. Pierwszy kwartał 2020 r. będzie najintensywniejszy pod względem dostaw LNG. Tylko do końca marca tego roku odbierzemy 10 ładunków z różnych kierunków – powiedział prezes PGNiG Jerzy Kwieciński.
Jak przypomniał, przy dostawach gazu ziemnego z Rosji obowiązuje zawarta w kontrakcie jamalskim klauzula „take or pay”. „Oznacza to, że jesteśmy zobowiązani odbierać od Gazpromu minimum 8,7 mld m sześc. rocznie. Tak będzie jeszcze do końca 2022 r., kiedy kontrakt jamalski wygaśnie” – dodał Kwieciński.
Według informacji spółki, w 2019 r. PGNiG sprowadziło do Polski 31 dostaw LNG, rok wcześniej – 23. Liczba ładunków zakupionych w ramach kontraktów krótkoterminowych, tzw. spot, wzrosła w tym czasie z 4 do 10. Do Polski przypłynął pierwszy ładunek amerykańskiego LNG w ramach wieloletniego kontraktu z firmą Cheniere Energy, a roczny wolumen dostaw w ramach tej umowy będzie wzrastał w kolejnych latach. Dzięki kontraktom na zakup LNG z USA, w latach 2024-2042, PGNiG będzie dodatkowo corocznie dysponowało portfelem ok. 9,3 mld m sześc. po regazyfikacji. Od 2020 roku coroczny import LNG z Kataru wynosić będzie do ok. 2,7 mld m sześc. po regazyfikacji.
Poza rozbudową portfela LNG Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo przygotowuje się do rozpoczęcia zaopatrywania polskiego rynku w gaz z Norweskiego Szelfu Kontynentalnego, którego transport gazociągiem Baltic Pipe przez Morze Północne, Danię i Morze Bałtyckie rozpocznie się pod koniec 2022 r. – zaznaczyła spółka.>>> Czytaj też: Mroczny trend w norweskiej gospodarce. Płace rosną najwolniej od czasu II wojny światowej
Powstanie skrzyżowanie Baltic Pipe z Nord Stream 2, ale Rosjanie mają problemy
psav zdjęcie głównePodpisano umowy, które zawierają warunki techniczne określające w jaki sposób powinna się krzyżować infrastruktura gazowa na odcinku wspólnym dla Nord Stream 1 oraz 2 oraz Baltic Pipe. Jest to zagadnienie czysto techniczne, ale Rosjanie teoretycznie mogliby użyć go do realizacji polityki w przypadku Nord Stream 2, który należy w całości do Gazpromu. Porozumienia były jednak warunkiem przyznania zgody Duńskiej Agencji Energetycznej (DEA) na budowę Nord Stream 2 na wodach duńskich.Pozwolenie DEA z 30 października 2019 roku dostępne na stronie DEA uwzględnia warunki przyznania zgody na budowę Nord Stream 2 zgodnie z trasą z trzeciego wniosku (przez wyłączną strefę ekonomiczną na południe od Bornholmu). Jeden z nich zakłada, że „Nord Stream 2 AG, czyli operator projektu, zawrze porozumienie z właścicielami kabli i rurociągów, które mają się krzyżować z planowaną infrastrukturą. Celem tego porozumienia będzie zapewnienie, że właściciele zostaną zabezpieczeni w sprawie „krzyżowania”.Bez unormowania warunków krzyżowania z Baltic Pipe i inną infrastrukturą bałtycką zgoda nie zostałaby przyznana, a Nord Stream 2 czekałoby co najmniej dłuższe opóźnienie ze względu na konieczność wytyczenia nowej trasy omijającej jurysdykcję duńską. Natomiast wytyczenie trasy Nord Stream 2 przez wyłączną strefę ekonomiczną Danii było możliwe dzięki zakończeniu sporu terytorialnego Polska-Dania w 2019 r. To porozumienie sprawiło, że DEA zwróciła się do Nord Stream 2 AG o złożenie trzeciego wniosku o zgodę na budowę, tym razem przez uregulowane wody, które zdaniem Agencji nadają się najbardziej do budowy infrastruktury tego typu. Nie wiadomo, czy te wytyczne powstały przy udziale Warszawy. DEA to organizacja apolityczna wydająca zwykłe decyzje administracyjne.>>> Czytaj też: Rosjanie traktowali Alaskę jako zamorską kolonię [WYWIAD]- Oznacza to, że Duńczycy zobligowali Rosjan do ustalenia warunków krzyżowania m.in. z Baltic Pipe tak, aby interesy jego właściciela, czyli Gaz-System, zyskały asekurację – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Rosjanie teoretycznie powinni podpisać dokumenty z warunkami krzyżowania rutynowo, ale Duńczycy uczynili z asygnaty warunek sine qua non budowy Nord Stream 2 na ich wodach, co zabezpiecza przed niespodziankami, z których historycznie znany jest rosyjski Gazprom, do którego należy operator planowanej magistrali. DEA postawiła Rosjanom warunki nie do odrzucenia.Alternatywna trasa przez wody duńskie pomijająca wyłączną strefę ekonomiczną mogła w zgodzie z prawem duńskim podlegać ocenie z punktu widzenia polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa. Z tej perspektywy Duńczycy uznawali Nord Stream 2 za problem i mogli się nie zgodzić. Rosjanom został więc szlak przez wody o statusie uregulowanym porozumieniem polsko-duńskim.- Dania zrobiła tyle, ile mogła. Było to na tyle dużo, że krzyżowanie Baltic Pipe z gazociągami rosyjskimi wydaje się zabezpieczone. Natomiast Nord Stream 2 ma swoje problemy. Prezydent Władimir Putin przyznał ostatnio, że gazociąg będzie gotowy do pracy najpóźniej w pierwszym kwartale 2021 r., sygnalizując tym samym kolejne opóźnienie względem pierwotnej daty uruchomienia dostaw wyznaczonej na koniec 2019 roku. Jeden z powodów to sankcje USA zmuszające Rosjan do samotnego dokończenia gazociągu bez pomocy profesjonalnych firm zachodnich – komentuje ekspert BiznesAlert.pl.psav video target
Czy nadchodzi…
Czy nadchodzi super-kryzys?
Czy nadchodzi super-kryzys oraz jak można przygotować się na spowolnienie gospodarcze? Rozmowa z Cezarym Grafem. Znalezisko: https://www.wykop.pl/link/5309279/czy-nadchodzi-super-kryzys/
#kultura #ekonomia #finanse #gospodarka #pieniadze
Nowy Jork wprowadza zakaz przyjmowania wyłącznie płatności bezgotówkowych.
Nowy Jork przegłosował dziś decyzję, która nakazuje przedsiębiorcom przyjmowanie gotówki jako jednej z formy płatności. W Nowym Jorku duża część sklepów i usług przyjmowała tylko i wyłącznie płatność kartą.
Janusz Korwin Mikke twierdzi…
Janusz Korwin Mikke twierdzi że posłom potrzebne są podwyżki:
Brakuje mi pieniędzy. Przywykłem do gotówki na biura dla europosła. Chcemy, żeby one działały sprawnie czy nie? Jeśli tak, to muszą być podwyżki
Szybko zaczął krakać tak samo jak banda czworga ( ͡° ͜ʖ ͡°)
https://www.wykop.pl/link/5308213/janusz-korwin-mikke-o-1000-plus-dla-poslow-brakuje-mi-pieniedzy/
#neuropa #bekazprawakow #polityka #polska #finanse
George Soros przeznaczy miliard dolarów na najważniejszy projekt swojego życia
„Żyjemy w czasach, w których łatwiej jest wywierać wpływ na wydarzenia, niż zrozumieć to, co się dzieje. Skutek jest taki, że konsekwencje tych zdarzeń nie są czymś, czego ludzie oczekują. Taki stan rzeczy wykorzystują politycy populiści po to, by realizować swoje własne cele” –…