FED ratuje gospodarkę USA ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚
#gielda #ekonomia #gospodarka #finanse #usa
Surowce naturalne – ceny
FED ratuje gospodarkę USA ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚
#gielda #ekonomia #gospodarka #finanse #usa
#inwestycje #gielda #finanse #ekonomia #logikarozowychpaskow
psav zdjęcie główneBaryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na VII na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 38,27 USD, po zniżce ceny o 1,72 proc.
Ropa Brent w dostawach na VIII na giełdzie paliw ICE Futures Europe w Londynie jest wyceniana po 40,63 USD za baryłkę, niżej o 1,34 proc.
We wtorek wyliczenia dotyczące zapasów paliw w USA podał w niezależnym raporcie Amerykański Instytut Paliw (API), a w środę oficjalne dane przedstawi Departament Energii USA (DoE).
Z danych API wynika, że zapasy ropy w USA wzrosły w ub. tygodniu aż o 8,42 mln baryłek.
Analitycy prognozowali zaś spadek zapasów ropy o 1,85 mln b.
Jeśli wyliczenia API potwierdzą się w raporcie DoE, byłby to najmocniejszy wzrost amerykańskich zapasów ropy od końca kwietnia.
W raporcie API podano też, że rezerwy paliw destylowanych, w tym diesla, wzrosły w ub. tygodniu o 4,27 mln baryłek.
Tymczasem inwestorzy nie przejęli się za bardzo doniesieniami o zakłóceniach w produkcji ropy na największym polu naftowym w Libii.
Pole Sharara zostało zamknięte po tym, jak uzbrojeni napastnicy wymusili wstrzymanie produkcji. To sygnalizuje nieprzewidywalność sytuacji w Libii i niepewne dostawy ropy z tego kraju.
Na rynkach trwa oczekiwanie na komunikat amerykańskiej Rezerwy Federalnej, która zapewne wykorzysta posiedzenie w tym tygodniu na przedstawienie różnych planów kredytowych, bez dalszego łagodzenia polityki monetarnej.
„Na razie na rynkach paliw mamy trochę konsolidacji dopóki nie poznamy ustaleń Fed” – mówi Jeffrey Halley, starszy analityk rynków dla regionu Azji j Pacyfiku w Oanda.
„Rynki patrzą na świat, w którym sytuacja zaczęła się normalizować jeśli chodzi o konsumpcję, ale na pewno nie będzie powrotu do tego, co było przed koronawirusem” – dodaje.
Na zakończenie poprzedniej sesji WTI na giełdzie w N.Jorku zyskała 1,96 proc., a Brent zyskała 0,9 proc. >>> Czytaj też: Banki zaostrzają wymogi udzielania kredytów w obliczu pandemii
psav zdjęcie główneW opisanym w raporcie scenariuszu założono, że do 2050 r. Polska jest w stanie obniżyć poziom emisji gazów cieplarnianych względem 2017 r. o 91% oraz zwiększyć pochłanianie dwutlenku węgla na tyle, by zrekompensować pozostałe 9% emisji, których ograniczenie jest szczególnie trudne. Tym samym Polska mogłaby osiągnąć neutralność emisyjną do 2050 r. „Przyjmujemy rachunek całych kosztów posiadania, związanych zarówno z nakładami inwestycyjnymi, jak i z korzyściami płynącymi z poszczególnych interwencji. 70% interwencji związanych z dekarbonizacją jest opłacalnych w tym rachunku ekonomicznym. Z 380 mld euro nakładów do poniesienia przez najbliższe 30 lat 70% jest związane z nakładami, które przynoszą zyski” – powiedział współautor raportu Gustaw Szarek podczas telekonferencji. Z raportu wynika, że nawet bez inwestycji związanych z dekarbonizacją (tzw. scenariusz business-as-usual) wydatki Polski na niezbędną wymianę infrastruktury i budowę nowych jej elementów w pięciu przeanalizowanych obszarach (energetyka, budynki, transport, przemysł i rolnictwo) wyniosą 1,2-1,3 bln euro. Pełna dekarbonizacja będzie wymagała większych nakładów inwestycyjnych, np. w nowe rozwiązania dotyczące mobilności, modernizację infrastruktury energetycznej czy budynków. „Jeśli chodzi o oszczędności zwymiarowane kosztowo, to w każdej pięciolatce dekarbonizacja przynosi oszczędności, które wyglądają nieco inaczej dla poszczególnych sektorów gospodarki. Te korzyści zsumowane wynoszą 75 mld euro” – dodał Szarek. Zdaniem autorów raportu, dekarbonizacja może przynieść polskiej gospodarce korzyści takie, jak poprawa konkurencyjności, jakości środowiska, niezależności energetycznej. Znaczące korzyści gospodarcze mógłby Polsce przynieść również rozwój niskoemisyjnych gałęzi gospodarki, jak np. produkcja komponentów pojazdów elektrycznych, morska energetyka wiatrowa na Bałtyku, produkcja elektrycznych pomp ciepła oraz elektrycznych maszyn rolniczych, a także działalność badawczo-rozwojowa i wdrożenia technologii (BE) CCUS (tj. bioenergii z wychwytywaniem, wykorzystaniem i składowaniem dwutlenku węgla). Te pięć obszarów ma potencjał, by zwiększyć wzrost gospodarczy o 1-2% i przyczynić się do powstania 250-300 tys. nowych miejsc pracy, wskazano. Emisja gazów cieplarnianych w 2017 r. w Polsce wynosiła 380 MtCO2e, czyli przeszło 800 g CO2e na każde euro PKB, co jest trzecim najwyższym wynikiem wśród państw UE. W 2017 r. sektor przemysłowy odpowiadał za 22% wszystkich emisji (91 MtCO2e) w Polsce. Pochodziły one głównie z procesu produkcji paliw, cementu, chemikaliów i stali. Z szacunków McKinsey wynika, że do 2050 r. emisja z produkcji przemysłowej w Polsce może wzrosnąć o 19%, jednak z drugiej strony rozwój przemysłu stworzy szansę na wykorzystanie technologii nieskoemisyjnych w nowo powstających zakładach. McKinsey ocenia, że redukcja emisji w przemyśle może sięgnąć 97% – dzięki poprawie efektywności energetycznej, elektryfikacji procesu wytwarzania ciepła i technologii wychwytywania, wykorzystywania i składowania dwutlenku węgla CCUS (carbon capture, usage and storage). W 2017 r. transport odpowiadał za emisję 63 MtCO2, tj. 15% całkowitych emisji w Polsce. 98% emisji pochodziło z transportu drogowego, zaś pozostałe 2% z transportu kolejowego i lotniczego w obrębie kraju. Z raportu wynika, że osiągnięcie przez Polskę neutralności klimatycznej do 2050 r. wymagałoby niemal całkowitej redukcji emisji generowanych przez sektor transportowy (99% redukcji, tj. 62 MtCO2). Technologie, które pozwolą obniżyć emisje generowane przez ten sektor, wymagają przede wszystkim zastąpienia pojazdów z napędem spalinowym pojazdami elektrycznymi oraz – w przypadku ciężarówek i autobusów – z napędem wykorzystującym wodór (np. przez zastosowanie ogniw paliwowych). W 2017 r. emisje związane z budynkami – głównie procesami ich ogrzewania oraz klimatyzowania – stanowiły 11% wszystkich (46 MtCO2e). 84% pochodziło z sektora mieszkalnego, a 16% z komercyjnego. W tym sektorze można zwiększać wydajność energetyczną obiektów budowlanych dzięki stosowaniu lepszej izolacji, co pozwala zmniejszyć zużycie energii zarówno przy ogrzewaniu, jak i chłodzeniu budynków. Można także ograniczyć wykorzystanie wysokoemisyjnych źródeł energii, zastępując bojlery i piece opalane węglem, gazem lub olejem opałowym, urządzeniami zasilanymi z niskoemisyjnych źródeł alternatywnych. Rolnictwo odpowiadało za 11% (44 MtCO2e) emisji w Polsce w 2017 r., z czego 75% pochodziło z metanu i tlenków azotu, powstałych głównie w związku z wykorzystaniem nieorganicznych nawozów sztucznych do użyźniania gleby, uprawą gleb organicznych oraz w procesie fermentacji jelitowej u bydła mlecznego i mięsnego. Pozostałe 25% to CO2 generowany głównie na skutek zużycia paliwa przez maszyny rolnicze. Wśród rozwiązań dekarbonizacyjnych w sektorze rolnictwa można wymienić niskoemisyjną gospodarkę gruntową (np. optymalizację nawożenia i ograniczanie orki), upowszechnianie paliw niskoemisyjnych w maszynach rolniczych oraz ograniczanie fermentacji jelitowej (np. poprzez optymalizowanie paszy czy poprawę stanu zdrowia zwierząt),, wskazano w raporcie. Największym wyzwaniem będzie jednak odejście od produkcji energii z paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii będzie dla Polski. Dokonana przez autorów raportu analiza modelu systemu energetycznego Polski bez dekarbonizacji wskazuje, że do 2050 r. spodziewać się należy 50-proc. wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. Będzie to wynikiem wzrostu aktywności gospodarczej, powiązanego ze wzrostem PKB. Z kolei elektryfikacja, poprzez m.in. wprowadzenie na rynek pojazdów elektrycznych, pomp ciepła w budynkach i pieców elektrycznych w przemyśle, oznaczałaby wzrost zapotrzebowania o kolejne 50%. Chcąc całkowicie zdekarbonizować system energetyczny do 2050 r., należałoby w latach 2020-2050 zmniejszyć o prawie 95% udział energetyki węglowej. Według McKinsey, energia pochodząca z wiatru może stać się największym pojedynczym źródłem energii po 2030 r. i do 2050 r. odpowiadać za około 75% całkowitej produkcji energii. Według tego scenariusza, morska energetyka wiatrowa mogłaby wzrosnąć do 45 GW i w 2050 r. odpowiadać za 53% całkowitej produkcji energii. Z kolei moc wytwórcza lądowych elektrowni wiatrowych do 2050 r. mogłaby osiągnąć 35 GW, stanowiąc 20% całkowitej produkcji energii. >>> Polecamy: Koncern paliwowy BP zwolni 10 tys. ludzi. To około 15 proc. załogi
psav zdjęcie główneCelem podjętego na wideokonferencji postanowienia jest podniesienie cen ropy, które gwałtownie spadły na skutek kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa.
Decyzja została podjęta jednogłośnie – napisał na Twitterze minister energetyki Zjednoczonych Emiratów Arabskich Suhajl al-Mazrui, nazywając ją „odważną decyzją i wspólnym wysiłkiem zasługującym na pochwałę ze strony wszystkich uczestniczących w obradach krajów”.
Ceny ropy naftowej w ostatnich dniach rosły, częściowo ze względu na oczekiwane przedłużenie przez OPEC+ redukcji wydobycia. Na rynkach międzynarodowych w sobotę baryłka ropy Brent kosztowała ponad 42 dolary, podczas gdy jeszcze w kwietniu jej cena wynosiła mniej niż 20 dolarów.
W kwietniu producenci ropy z 23 krajów OPEC+ zobowiązali się do ograniczenia dziennej podaży ropy od 1 maja o prawie 10 mln baryłek. Podjęte wówczas ustalenia miały obowiązywać do końca czerwca.
psav zdjęcie główneEuropa dławi się gazem. Z powodu spowolnienia globalnej gospodarki po wprowadzeniu blokad mających na celu powstrzymanie pandemii koronawirusa, popyt na błękitne paliwo spadł, a magazyny są wypełnione bardziej niż zazwyczaj. Ponadto importowany skroplony gazu ziemny nadal płynie do Europy, nawet przy bardzo niskich cenach, zbliżonych do rekordowo niskich poziomów. W tej sytuacji główni producenci, tacy jak Rosja i Norwegia, zaczną ograniczać dostawy. Gazprom PJSC, który ma jeden z najniższych krańcowych kosztów importerów do Europy, na krótko ograniczył dostawy poprzez kluczowe połączenie przez Białoruś i Polskę. Jednak rosyjskie posunięcie nie wystarczyło, by ceny gazu wzrosły. „Popyt na gaz ziemny jest bardzo słaby, a niskie ceny wskazują na konieczność ograniczenia podaży” – powiedział Trevor Sikorski, analityk rynku gazu w Energy Aspects Ltd. w Londynie. „Ceny pozostaną w zakresie, w którym wywierają presję na dostawy. Cięcia teraz powodują dalszy spadek cen”.>>> Czytaj też: Będą ekstra środki z UE na rolnictwo. Polska ma zyskać dodatkowe 3 mld euroW ostatni poniedziałek przepływy gazu z Rosji rurociągiem Jamał-Europa, który biegnie przez Białoruś i Polskę do Mallnow w Niemczech, zostały wznowione po tym, jak w zeszłym tygodniu transport surowca spadł do zera. Wraz z wygaśnięciem długoterminowej umowy tranzytowej dla gazociągu jamalskiego, by móc skorzystać z łącza Gazprom musi teraz zarezerwować przepustowość. Będą dni, kiedy ten kierunek wcale nie będzie używany, a decyzja o wstrzymaniu eksportu opiera się na kosztach krótkoterminowych – twierdzi moskiewska firma inwestycyjna Sova Capital.Hadrien Collineau, starszy analityk ds. rynku gazu w WoodMackenzie Ltd. uważa, że rosyjskie dążenie do ograniczenia przepływów jest tymczasowe. Prawdopodobnie eksport wzrośnie w czerwcu, kiedy producent gazu będzie miał więcej długoterminowych umów, które kosztują mniej niż codzienne rezerwacje. psav pictureTymczasem ceny na holenderskiej wirtualnej platformie obrotu gazem ziemnym – Title Transfer Facility (TTF), największym rynku handlowym w Europie, spadły w zeszłym miesiącu do 3,365 euro za megawatogodzinę, czyli około 40 USD za 1000 metrów sześciennych. Cena na tym poziomie staje się kłopotliwa nawet dla tanich producentów, takich jak Gazprom, który płaci średnio około 47 USD za 1000 metrów sześciennych kosztów tranzytu rurociągów innych niż połączenie Nord Stream na Morzu Bałtyckim – wynika z szacunków VTB Capital.„Nie ma popytu na gaz, a ceny są obecnie tak niskie, że wszyscy dostawcy mają trudności” – mówi Collineau z WoodMac. Gazprom już zapowiedział, że w tym roku jego eksport spadnie do około 167 miliardów metrów sześciennych z rekordowego poziomu blisko 199 miliardów metrów sześciennych w ubiegłym roku. Także zapasy LNG w Europie są rekordowe, jak na tę porę roku. Jednak wszelkie cięcia podaży muszą nadal odpowiadać zobowiązaniom umownym producentów i ich wysiłkom na rzecz zachowania udziału w rynku. Katar, największy na świecie dostawca LNG, zapowiedział już, że nie ograniczy dostaw. I chociaż USA, najszybciej rozwijający się producent LNG, anulował niektóre ładunki na czerwiec i lipiec, to według Dmitrija Loukashova z VTB Capital eksport amerykańskiego LNG nadal rośnie o około 10 proc. rok do roku.„Logika dostaw LNG przez USA do Europy jest wątpliwa, gdy cena amerykańskich eksporterów w domu w Henry Hub jest wyższa niż cena, jaką otrzymują za sprzedaż w Europie”, powiedział Loukashov. Dostawy z Norwegii spadły o około 11 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Trevor Sikorski z Energy Aspects uważa, że Norwegia może wstrzymać produkcję z dwóch pól – Troll i Oseberg – tak długo, jak jest możliwe z powodu złych warunków rynkowych.>>> Czytaj też: Le Monde: Europa Środkowo-Wschodnia może skorzystać na powrocie fabryk
psav pictureO.K. Lim, chiński self-made-manLim Oon Kuin, założyciel grupy Hin Leong, znany był wśród biznesmenów, z którymi prowadził interesy jako „O.K. Lim”. Do Singapuru przyjechał w 1963 r. z małego miasteczka Putian w prowincji Fujian w Chinach. Karierę zaczął od kupna zdezelowanej ciężarówki, a potem małej łodzi rybackiej. Szybko znalazł ciekawszy sposób zarabiania pieniędzy – dostarczał rybakom olej napędowy. Taki był początek firmy Hin Leong, co po chińsku oznacza dobrobyt.Niepodległa Republika Singapuru, należąca do brytyjskiej Wspólnoty Narodów, powstała dopiero w 1965 r. Była wówczas, podobnie jak inne kraje Azji Wschodniej, krajem biednym, ale przez ponad pół wieku rosła w tempie zbliżonym do 8 proc. rocznie. Dzięki wyjątkowej pozycji na skrzyżowaniu szlaków morskich łączących Chiny z resztą świata Singapur stał się jednym z najlepszych na świecie centrów handlu towarami.Interesy O.K. Lima rozwijały się równie szybko jak singapurska gospodarka. W 1968 r. kupił swój pierwszy niewielki statek o wyporności 100 DWT „Sea Lion” i zajął się handlem oraz przechowywaniem produktów naftowych na większą skalę. W latach 70. Grupa Hin Leong kupowała statki, które transportowały produkty naftowe między Singapurem i Chinami. Pod koniec lat 80. XX w. miała już pozycję jednego z głównych podmiotów handlujących ropą naftową i niezależnych od wielkich korporacji naftowych. Była jedną z pierwszych firm spoza Chin, które rozpoczęły współpracę z Chińską Republiką Ludową, wysyłając już w latach 80. XX w. paliwo do południowych prowincji.Należący do Grupy Ocean Bunkering Services (Pte.) Ltd., jest jednym z najważniejszych dostawców paliw bunkrowych w Singapurze. Ocean Tankers (Pte.) Ltd. jest właścicielem i operatorem ponad 130 statków, od barek przybrzeżnych do tankowców o wyporności ponad 300 tys. DWT. Kieruje nią Evan Lim, syn założyciela Grupy Hin Leong.Po kryzysie azjatyckim, w końcu lat 90. XX w., przyszło ożywienie, a wraz z nim rósł popyt na olej opałowy i napędowy – podstawowe produkty handlu Hin Leong. Koniunkturę napędzał też szybki wzrost gospodarki chińskiej. Coraz więcej statków zatrzymywało się w Singapurze, aby załadować paliwo.Do grupy należy też Universal Terminal, największy w Azji terminal logistyki naftowej o pojemności 2,33 mln m3. Jego współwłaścicielem jest PetroChina, największe chińskie przedsiębiorstwo petrochemiczne. W 2010 r. Grupa wybudowała (wraz z PetroChina) rafinerię. Trzy pozostałe rafinerie w Singapurze są własnością Exxon Mobil, Shell i Singapore Refining Co.Pozycja założyciela Hin Leong była tak dominująca, że każdy, kto chciał handlować paliwami w Singapurze, musiał uzyskać „OK” od O.K. Lima. Według singapurskiego prawa Grupa Hin Leong jako spółka prywatna mająca mniej niż 20 akcjonariuszy, nie musi składać sprawozdań finansowych. W roku budżetowym 2019 zadeklarowała przychody w wysokości ponad 20 mld dol.Ofiara epidemii i hazarduCena baryłki ropy Brent, która jest punktem odniesienia w globalnym handlu tym surowcem, spadła z ponad 70 dolarów na początku stycznia 2020 do zaledwie 21,65 dolarów pod koniec marca. 22 maja cena wynosiła 35,22 dolary. Z dwóch głównych powodów: wojny cenowej między Arabią Saudyjską i Rosją oraz pandemii koronawirusa.Gdy ceny ropy zaczęły spadać, banki zażądały od Hin Leong zwiększenia depozytów pieniężnych stanowiących zabezpieczenie kredytów. Wartość zapasów firmy gwałtownie spadała, co oznaczało, że Hin Leong musiał przeznaczać coraz więcej ropy na rezerwy, by utrzymać linie kredytowe. Banki, czując, że w Grupie dzieje się coś złego, zażądały natychmiastowej spłaty kredytów. I wtedy okazało się, że firma jest niewypłacalna.Lim Oon Kuin przyznał, że polecił swemu działowi finansowemu ukrycie 800 mln dol. strat wynikających z nieudanej spekulacji ropą. Co gorsza potajemnie sprzedał miliony baryłek zapasów ropy, które stanowiły zabezpieczenie pożyczek, i wykorzystywał ten sam transport surowca, by zaciągnąć kredyty w różnych bankach. Różnica między aktywami spółki a jej zobowiązaniami wynosi 3,34 mld dol. Straty poniosło kilka wielkich, międzynarodowych banków, w tym HSBC Holdings, ABN Amro Bank, Société Générale i trzy największe banki w Singapurze. Brytyjskiemu bankowi HSBC, którego głównym obszarem działania jest Hongkong, Hin Leong jest winien 600 mln dolarów.Ci, którzy robili interesy z O.K. Limem podkreślają, że był zapalonym hazardzistą, gotowym obstawiać duże kwoty w nieprzejrzystej grze światowego handlu ropą. Większość handlowców ropą zabezpiecza swoje pozycje przy użyciu instrumentów pochodnych, takich jak: kontrakty futures, opcje i swapy. Hin Leong nie był zabezpieczony przed wahaniami cen. Prawdopodobnie Lim postawił na to, że Chiny szybko opanują epidemię i popyt na ropę powróci do pierwotnego stanu, a ceny wzrosną. Kupował kontrakty terminowe, gdy inni je sprzedawali. To był hazard na przekór wszystkim, zakład, że wszyscy inni w branży się mylą.W połowie kwietnia Hin Leong Trading (PTE.) Ltd, złożył wniosek o ochronę sądową przed pożyczkodawcami. Po tygodniu spółka wycofała go i poprosiła Sąd Najwyższy Singapuru o powołanie firmy doradczej PwC na zarządcę firmy. Sąd wyznaczył dwóch dyrektorów PwC na tymczasowych zarządców. Do 22 czerwca mają ocenić, czy Hin Leong Trading (PTE.) Ltd może zostać zrestrukturyzowany. 12 maja nadzorem sądowym objęta została Ocean Tankers (Pte) Ltd. Sąd wyznaczył na zarządców dwóch dyrektorów firmy doradczej EY w Singapurze.Syn Lim Oon Kuina Evan Lim twierdzi, że firma prowadzi rozmowy z potencjalnym inwestorem strategicznym, który jest zainteresowany wszystkimi spółkami należącymi do rodziny. Tymczasem prokurator i policja prowadzą śledztwo, które może zakończyć się wyrokiem sądowym i wieloma latami więzienia dla O.K. Lima, a być może także dla innych członków rodziny.Bankrutujące „czajniki”Skandal finansowy Hin Leong nie jest jedynym, którym żyją koła biznesowe w Singapurze. Można powiedzieć, że obecny rok jest wyjątkowo pechowy, co wynika z zawirować na rynkach surowcowych i finansowych, które ujawniły słabości zbyt agresywnie działających spółek.W lutym upadła firma Agritrade International Pte Ltd (AIPL). Miała 1,55 mld dol. niespłaconych zobowiązań wobec kilkudziesięciu wierzycieli, w tym 983 mln dol. wobec banków. Co najmniej 20 banków, które poniosły straty w wysokości setek milionów dolarów, oskarżyły przedsiębiorcę o świadome oszustwo. Agritrade ma wobec ING dług w wysokości 100 mln dol., wobec japońskiego banku MUFG 78 mln dol., a francuskiego Natixis 67 mln dol.Spółka zależna Agritrade Resources jest notowana na giełdzie w Hongkongu. Eksploatuje kopalnie węgla w Indonezji i Chinach. Do niedawna wykazywała wysoką marżę zysku, podkreślając, że koszt wydobycia indonezyjskiego węgla jest najniższy na świecie, a popyt ze strony Chin wciąż bardzo wysoki.Na początku marca Sąd Najwyższy w Singapurze wyznaczył tymczasowego zarządcę firmy po odrzuceniu wniosku o moratorium długu. Według pozwu złożonego przez ING Bank w sądzie w Singapurze, dyrektor generalny Agritrade, Ng Xinwei i jego ojciec Ng Say Peck wprowadzili banki w błąd, przedstawiając nieprawdziwą sytuację finansową spółki. Agritrade otrzymało kredyty w różnych bankach zabezpieczone tymi samymi towarami. Xinwei tłumaczy, że spółka zaczęła mieć kłopoty na skutek spadku cen surowców. Spotęgowane, gdy banki odmówiły dalszego finansowania. Ng Say Peck ustąpił ze stanowiska prezesa Agritrade Resources i wyjechał do Chin.W końcu lutego zobowiązania przestała regulować singapurska spółka Hontop Energy, która kupuje ropę dla prywatnej, chińskiej rafinerii Shandong Tianhong Chemical Co. Zarówno Hontop, jak i Shandong Tianhong należą do chińskiego koncernu China Wanda Group, który zmaga się z nadmiernym zadłużeniem. Kłopoty Hontop Energy mogą uruchomić lawinę upadłości wielu prywatnych, niezależnych, chińskich rafinerii, zwanych „czajnikami” (ang. teapot), które w ostatnich latach zaciągnęły długi na modernizację i zwiększenie zapasów ropy. Chodzi o sektor mający w Chinach ¼ zdolności przerobowej ropy naftowej.„Czajniki” mają różne rozmiary i formy – począwszy od prostych wież destylacyjnych, aż po wyszukane kompleksy petrochemiczne. Większość to małe rafinerie o pojemności od 20 tys. do 100 tys. baryłek dziennie. Około 80 proc. chińskich „czajników” znajduje się w Shandong.Ponieważ epidemia koronawirusa uderza w zyski i zbiega się z szerszym kryzysem kredytowym w Chinach, handlowcy i bankowcy coraz bardziej obawiają się o kondycję finansową rafinerii. Wiele „czajników” znajduje się na liście kredytobiorców wymagających szczególnej ostrożności, stworzonej przez singapurskie banki. Od 2015 roku prywatne, chińskie rafinerie mogą importować ropę naftową, ale ich bilanse i zabezpieczenia nie są wystarczające, by przekonać światowe banki do pożyczenia dużych sum koniecznych do zakupu ropy z Afryki, Ameryki Łacińskiej i Bliskiego Wschodu. Chcąc rozwiązać ten problem, „czajnik” kupujący zagraniczną ropę nawiązywał współpracę z innymi „czajnikami”, tworząc konsorcja. Oznacza to, że upadek jednej prywatnej rafinerii chińskiej może wywołać efekt domina. Dlatego kłopoty Hontop Energy mocno zaniepokoiły inne firmy naftowe oraz banki.Do Sądu Najwyższego w Singapurze 20 marca 2020 r. wpłynął wniosek o odroczenie płatności Hontop wobec wierzycieli. Bankom spółka jest winna prawie pół miliarda dolarów. Najwięcej dwom bankom chińskim: CIMB Bank i China CITIC Bank International (w obu przypadkach chodzi o oddziały w Singapurze) oraz dwom francuskim: Natixis i Societe Generale. Aktywa Hontop obejmują około 20 mln dol. gotówki i ponad 700 mln dol. należności, których w większości spółka nie jest w stanie odzyskać.Upadek Tai PanaTai Pan oznacza po chińsku „najwyższej klasy”. Tak byli kiedyś określani właściciele wielkich firm. „Tai-Pan” to tytuł powieści Jamesa Clavella o początkach Hongkongu, po zakończeniu pierwszej wojny opiumowej. Bohaterem jest Dirk Struan – Tai-Pan założonej przez siebie firmy Noble House.Na Struanie wzorował się Richard Elman, który w 1986 r. założył w Hongkongu firmę Noble Group, z początkowym kapitałem 100 tys. dol. Po kilku latach zaczęła być notowana na giełdzie w Singapurze. Elman ze swojej firmy uczynił wielki dom handlowy, zarządzający łańcuchem dostaw, którego obroty w szczytowym momencie, przed światowym kryzysem finansowym, wynosiły ponad 30 mld dol. W 2008 r. w Noble Group zainwestował chiński fundusz majątkowy China Investment Corp. , który kupił 15 proc. akcji. Elman zachował dla siebie 25 proc., które warte były ponad 2 mld dol.Elman dorastał w Wielkiej Brytanii, w Brighton. Porzucił szkołę w wieku 15 lat i zaczął pracować jako robotnik w składzie złomu. Wkrótce został kierownikiem i cenionym menedżerem. Przeniósł się do San Francisco, prowadził interesy w Tokio, Tajlandii i w Indiach. Został dyrektorem regionalnym na Azję spółki Philipp Brothers – lepiej znanej jako Phibro. Siedzibę miał w Hongkongu, ale kluczem do sukcesu był handel z Chinami, które właśnie się otwierały na świat. Dla Phibro Elman pracował 10 lat. Gdy na początku lat 80. XX w. firma została przejęta przez Salomon Brothers uznał, że czas założyć własną działalność. Z Phibro zabrał to, co najcenniejsze w branży handlowej – reputację i notes z kontaktami.Noble stała się globalną firmą handlową prowadzącą interesy nie tylko w Chinach i Azji, ale też w Australii, Europie i obu Amerykach. Zaczynała z ośmioma pracownikami, a w szczytowym momencie miała 5 tys. pracowników.Noble był firmą spedycyjną i handlową – kupującą i sprzedającą towary przemysłowe, ale także zboża, węgiel, rudę żelaza. Zainwestowała w kopalnie węgla w Australii i sprzedawała węgiel klientom w USA, Europie i Chinach. Kupowała brazylijską soję i sprzedawała w Chinach. W Chinach kupiła i zmodernizowała kilka zakładów przetwarzających soję na olej i pasze. Inwestowała w hutnictwo w Indiach i Australii, a produkty stalowe sprzedawała do Chin.Tajemnicą sukcesu była dywersyfikacja działalności i opanowanie łańcuchów dostaw. Noble stał się największym dostawcą zbóż do Arabii Saudyjskiej, jednym z największych na świecie handlarzy bawełną, miał 20 proc. udział w handlu wyrobami stalowymi między Indiami i Chinami i 10 proc. udział w eksporcie soi z Ameryki Południowej. Należące do Noble spółki przerabiały w Brazylii trzcinę cukrową na etanol i zbudowały terminal wysyłkowy zbóż i cukru. W Argentynie Noble zbudował fabrykę przerobu soi. Elman wykorzystywał swoje doskonałe relacje z chińskimi politykami. Finansowały go dwa wielkie chińskie banki: Agricultural Bank of China i China Development Bank.Dywersyfikacja była silną stroną Noble Group, ale firma była wrażliwa na wahania cen na rynkach rolniczych i surowcowych. Globalny kryzys finansowy z 2008 r. mocno uderzył w przychody Noble z transportu morskiego.W 2013 r. Noble Group zwolnił analityka kredytowego Arnaud Vagnera. Vagner założył blog Iceberg Research, na którym w 2015 r. opublikował trzy raporty pokazujące, że Noble zawyżał zysk i zaniżał zadłużenie. Porównał Noble Group do Enronu – wielkiej amerykańskiej firmy energetycznej, która upadła w 2001 r., gdy okazało się, że od dawna fałszowała dane finansowe.Przed opublikowaniem raportu Noble Group warte było na giełdzie 6 mld dol. Początkowo firma odrzuciła twierdzenia Vagnera, oskarżając go o celowe manipulowania danymi, by obniżyć cenę akcji, ale wkrótce musiała przyznać, że wymaga dofinansowania i restrukturyzacji. Urząd Monetarny Singapuru (bank centralny) oraz Urząd ds. Rachunkowości i Nadzoru Korporacyjnego wszczęły postępowanie. Dochodzenie prowadziła też singapurska policja. Śledztwo wykazało nieprzestrzeganie standardów rachunkowości w należącej do Grupy spółce Noble Resources International ulokowanej w Singapurze, która zajmowała się obrotem węglem.Akcje Noble spadły o 99 proc. i w 2018 r. spółka warta była już tylko 80 mln dol. W czerwcu 2016 r. Elman zapowiedział, że wkrótce ustąpi – odszedł w maju 2017 r. Zastąpił go doświadczony menedżer Paul Brough, który sprzedał większość aktywów, znacznie zmniejszył zatrudnienie i aktywność. W grudniu 2019 r. władze singapurskiej giełdy zawiesiły notowania Noble. Spółka wciąż istnieje, ale jest średniej wielkości firmą, niczym nieprzypominającą tej z początku XXI wieku.Upadek takich firm jak Noble, Hin Leong czy Agritrade International szkodzi reputacji Singapuru. Pokazuje, że zasady nadzoru i egzekwowanie przepisów pozostawiają wiele do życzenia. Problemem jest też to, że azjatyccy biznesmeni skłonni są do większego ryzyka niż ich europejscy czy amerykańscy koledzy. Akceptują niskie marże, nie zważając na to, że nie będą w stanie spłacić rosnącego długu. Ta kultura biznesowa sprawia, że gospodarki krajów Azji Wschodniej rosną bardzo szybko, ale balansują na cienkiej linie.Autor: Witold Gadomski
Polak z pensji 5 tys. zł musi zapłacić 2 100 zł na ZUS i podatek Brytyjczyk 60 funtów
Na luzowaniu polityki finansowej korzystają najmocniej najbogatsi, którzy wychodzą z kryzysu jeszcze bogatsi, a spowodowana tym inflacja pogrąży jeszcze bardziej biednych. Ku refleksji
S&P500 na poziomie z listopada 2019. Jakby nic się nie stało. Kryzys odwołany?
#gielda #ekonomia #finanse
Limit ten obowiązuje w bankomatach i wpłato-bankomatach dla transakcji wypłaty gotówki wykonywanej kartą lub zbliżeniowo – informuje biuro prasowe spółki.
Minister finansów Tadeusz Kościński w kwietniu – zaledwie pół roku po objęciu stanowiska – oficjalnie złożył CV w konkursie na fotel prezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Jest on kolejnym szefem resortu, dla którego rządowa posada może być tylko przystankiem w karierze.
psav zdjęcie główne”Z jednej strony koronawirus, a z drugiej pewien megatrend (odchodzenia od węgla i stawiania na OZE – PAP) muszą przyczynić się do tego (…), żeby zmniejszyć produkcję węgla w kraju i dopasowywać ją do zapotrzebowania konsumpcyjnego energii, zapewniając w jakiejś mierze bezpieczeństwo energetyczne. Ale trzeba również przyjąć do wiadomości, że bez węgla importowanego nasza gospodarka sobie po prostu nie poradzi” – powiedział w środę prezes podczas internetowej sesji konferencji Economic Security Forum ECONSEC.
W ocenie Heryszka, import węgla jest uzasadniony z dwóch przyczyn – chodzi np. o niskosiarkowe gatunki węgla dla ciepłownictwa, jakich nie produkują polskie kopalnie, ale także o ceny importowanego surowca, który jest tańszy od krajowego.
„Nie jesteśmy w stanie zejść z kosztem produkcji tony węgla energetycznego do takiego poziomu, który dzisiaj i w perspektywie jeszcze 24 miesięcy prawdopodobnie będzie panował w basenie Morza Bałtyckiego, w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) czy nawet w Newcastle w Australii” – ocenił Heryszek.
Jego zdaniem, jeżeli węgiel importowany w długim horyzoncie czasowym jest na północy Polski tańszy od surowca krajowego, trudno dziwić się właścicielom źródeł ciepła, że wybierają towar tańszy, starając się przy tym tak dywersyfikować źródła zaopatrzenia, by zapewnić sobie bezpieczeństwo dostaw surowca.
„Idealnym rozwiązaniem byłoby zapewnienie krajowych potrzeb na poziomie 60-70 proc. konsumpcji węgla, uzupełniając od 30 do 40 proc. pozostałego zapotrzebowania węglem importowanym, w zależności od tego, czy ten węgiel jest tańszy o jakiś procent” – uważa prezes Węglokoksu, wyspecjalizowanego w handlu węglem.
W opinii Heryszka, obecnie możliwe są kontrakty na sprzedaż polskiego węgla za granicę jedynie w obszarze tzw. renty geograficznej polskich kopalń, czyli w krajach nieodległych od Polski. Eksport w innych kierunkach jest nieopłacalny.
„Dzisiaj mówimy o sytuacji, w której ceny w portach ARA czy w porcie w Gdańsku – poniżej 8,50 zł za gigadżul (energii uzyskanej z węgla – PAP) – to cena, która nie mieści się nawet w koszcie produkcji węgla w naszych rodzimych kopalniach” – wyjaśnił Heryszek. Tłumaczył, że na efektywność produkcji w śląskich kopalniach wpływa m.in. rosnąca głębokość eksploatacji, kończące się zasoby czy konieczność naprawy szkód górniczych.
„Ekonomii nikt nie będzie w stanie pokonać; to ekonomia dyktuje cenę i relację kosztu jednostkowego do ceny jednostkowej” – podsumował Heryszek. Zapewnił, że Węglokoks, będący największym akcjonariuszem Polskiej Grupy Górniczej, nadal będzie aktywnie uczestniczył w procesie restrukturyzacji górnictwa węgla energetycznego, by zapewnić gospodarce dostawy węgla na kolejne ok. 20 lat.
„Z pewnością wpisujemy się w konsolidację tych tzw. brudnych aktywów węglowych. Nie używałbym słowa +niechcianych+, ale tych, które są potrzebne dlatego, że podstawą w miksie energetycznym jeszcze (…) w perspektywie prawdopodobnie ok. 20-25 lat będzie w 40 proc. węgiel kamienny. Więc myślę, że Węglokoks będzie jeszcze miał przez wiele lat co robić” – powiedział Heryszek na forum konferencji ECONSEC online.
W ocenie prezesa Węglokoksu, w perspektywie kilku-kilkunastu najbliższych miesięcy, polska gospodarka będzie musiała zmierzyć się z problemem ponad 7-milionowych zapasów niesprzedanego węgla przy kopalniach, jednak przyszłość górnictwa należy widzieć również w szerszym kontekście unijnej polityki odchodzenia od węgla i budowy Europejskiego Zielonego Ładu. „Pandemia te procesy przyspiesza” – uważa Heryszek, wskazując m.in. na systematyczny wzrost – także w Polsce – ilości energii z odnawialnych źródeł, w połączeniu ze spowodowanym pandemią spadkiem zapotrzebowania na energię.
>>> Polecamy: Tania benzyna to przeszłość. Nie przyzwyczajajmy się do 4 złotych za litr benzyny
psav zdjęcie główne”Informacja o złożeniu skargi została uzyskana przez spółkę od Sądu Apelacyjnego w Sztokholmie. Treść skargi nie jest znana spółce i nie została jeszcze formalnie doręczona do PGNiG. W ocenie spółki, nie istnieją podstawy do żądania uchylenia wyroku końcowego z dnia 30 marca 2020 r. Po formalnym doręczeniu odpisu skargi spółka podejmie decyzje co do dalszych kroków w sprawie” – czytamy w komunikacie. 30 marca br. PGNiG podało, że Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie wydał wyrok końcowy w postępowaniu arbitrażowym z powództwa PGNiG przeciwko PAO Gazprom i OOO Gazprom Export, dotyczącym obniżenia ceny kontraktowej za gaz dostarczany przez Gazprom do Rzeczypospolitej Polskiej w ramach tzw. kontraktu jamalskiego z 1996 roku. Według oceny spółki, wsteczne rozliczenie wynikające z wyroku końcowego Trybunału Arbitrażowego wskazuje na występowanie różnicy do zwrotu przez Gazprom na rzecz PGNiG w kwocie około 1,5 mld USD. Pod koniec kwietnia PGNiG poinformowało, że Gazprom zadeklarował stosowanie nowych warunków cenowych kontraktu jamalskiego ustalonych na mocy wyroku końcowego Trybunału Arbitrażowego w Sztokholmie, po tym, jak tydzień wcześniej gazowa spółka informowała, że Gazprom nie dostosował się do wyroku Trybunału i nie skorygował faktur po wezwaniu PGNiG. PGNiG jest obecne na warszawskiej giełdzie od 2005 r. Grupa zajmuje się wydobyciem gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju, importem gazu ziemnego do Polski, magazynowaniem gazu w podziemnych magazynach gazu, dystrybucją paliw gazowych, a także zagospodarowaniem złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w kraju i za granicą oraz świadczeniem usług geologicznych, geofizycznych i poszukiwawczych w Polsce i za granicą. Skonsolidowane przychody wyniosły 42,02 mld zł w 2019 r.
psav zdjęcie główneBaryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na VII na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 35,31 USD, po zniżce ceny o 0,51 proc.
Ropa Brent w dostawach na VIII na giełdzie paliw ICE Futures Europe w Londynie jest wyceniana po 37,63 USD za baryłkę, niżej o 0,56 proc.
Kraje OPEC+ miały odbyć spotkanie 9-10 czerwca, ale pojawiła się kwestia jego przyspieszenia o kilka dni – na 4 czerwca.
Według informacji podanych przez jednego z delegatów na to spotkanie OPEC+ ma omówić sprawę krótkiego przedłużenia obecnych cięć dostaw ropy.
„Kartel i jego sojusznicy rozważają rozszerzenie aktualnie obowiązujących cięć dostaw ropy na 1 do 3 miesięcy” – powiedział anonimowy delegat. Dodał, że ponieważ sytuacja na rynkach paliw szybko się zmienia, grupa preferuje podejmowanie środków krótkoterminowych i nie zakłócanie przywracania równowagi na globalnych giełdach ropy.
W kwietniu producenci ropy z 23 krajów OPEC+ zobowiązali się do ograniczenia dziennej podaży ropy od 1 maja o prawie 10 mln baryłek. Te ustalenia obowiązują do końca czerwca.
„To, czy dalej zostanie ona przedłużona od lipca, to kwestia dyskusji na najbliższym spotkaniu” – powiedział delegat OPEC+.
Ceny ropy wzrosły w ostatnim czasie, ponieważ cięcia dostaw surowca z OPEC+ zbiegły się silniejszym niż oczekiwano wzrostem popytu na paliwa na świecie.
Jednak wraz ze stopniowym znoszeniem blokad w poszczególnych gospodarkach na całym świecie zaczynają pojawiać się obawy, że pandemia koronawirusa może mieć drugą fazę, co mogłoby ponownie zakłócić funkcjonowanie globalnej gospodarki.
Inwestorów niepokoi tymczasem to, co dzieje się w USA – w niemal 40 miastach w USA w nocy z niedzieli na poniedziałek lokalne władze wprowadziły godzinę policyjną w związku z trwającymi protestami.
Zarzewiem protestów, które rozgorzały w kilkudziesięciu amerykańskich miastach, stała się sprawa 46-letniego czarnoskórego George’a Floyda, który zmarł w ub. poniedziałek w wyniku brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis.
Amerykańskie media w niedzielę doniosły, że w piątek w trakcie protestów prezydent USA Donald Trump wraz z rodziną na krótko został skierowany do bunkra pod Białym Domem.
Na zakończenie poprzedniej sesji WTI na giełdzie w N.Jorku zyskała 5,3 proc. (PAP Biznes) >>> Czytaj też: Mydlenie oczu na zielono. To wielki biznes truje planetę, a nie konsumenci
Każdy kto choć trochę interesuje się światową gospodarką, finansami i ekonomią, powinien już widzieć wyraznie trend w którym zmierzamy. Rekordowo niskie stopy procentowe, które bardzo trudno będzie podnieść nie rozwalajac przy tym gospodarki oraz uzależnienie od dodruku (patrz bankruci jak włochy i hiszpania) to idealne otoczenie dla wzrostu assetów, które charakteryzują się „rzadkością”. Assetów których nie da się „dodrukować” ponieważ ich podaż jest ściśle ograniczona. O ile póki co jesteśmy w recesji, która z natury jest deflacyjna, to jak tylko z niej wyjdziemy inflacja ruszy z kopyta i jest pewnym że przekroczy grubo 5% (a być może nawet 10%)., Stanie się to za kilka do kilkunastu miesięcy i będzie to moim zdaniem jeden z zapalników który wyniesie cenę #zloto oraz #bitcoin w kosmos (patrz złoto w latach 2010 – 2012). Jeżeli nie stanie się nic niespodziewanego jak np delegalizacja kryptowalut przez wybrane państwa lub nadmierna centralizacja to cene bitcoina na koniec roku 2021 przewiduje na poziomie około 30 000$ co daje ponad 300% w niecałe 2 lata. Cene 30k oszacowałem na podstawie możliwego market capu, cena złota odpowiednio wyniesię pomiędzy 2500 – 3000$ (polecam książke Michael Maloney’a o pokryzysowych ruchach kapitału). Oczywiście należy wziać pod uwage potencjalną drugą fale spadków i mocne nurkowanie przed ostatecznym bullrunem (być może nawet do 2300 #pdk choć jest to mało prawdopodobne, ale Buffet nie bez powodu wyszedł z banków). Przyszłość bitcoina to nie żadne liquid ani lightning network, które sa tylko nakładkami na których zarabia prywatna firma, przyszłość bitcoin to jego ograniczona podaż. Jest to obecnie jeden z najłatwiejszych sposóbów na zostanie w stosunkowo krótkim czasie milionerem.
Moja taktyka jest bardzo prosta, zakładajac że sprzedam bitcoiny po 30 000$, potrzebuje ich dokładnie 8,33 że by sprzedając wyciągnać z krypto milion złotych. Cześć już mam, a reszte skupie w przeciągu kilku kolejnych miesięcy. Już teraz widze duże rosnące zainteresowanie bitcoinem ze strony hedge fundów. Pozostało kilka miesięcy czasu, że by wsiąść do pociągu przed innymi. Także kupcie tyle ile możecie stracić ( ͡° ͜ʖ ͡°), wrzuccie na portfel i hodl, nie dajcie ich sobie wyrwać naganiaczom na leverage trading pokroju rygielskiego i innych, po prostu trzymajcie aż do skutku.
(to nie jest porada inwestycyjna)
#kryptowaluty #finanse #kryzys