Jezeli ktos sie zastanawia po co te 1.26 mld dla TVP teraz (niby rekompensata za abonament). Otoz to jest dokladnie kasa na kampanie wyborcza PiS w TVP na rok 2019.
pokaż spoiler #polska #tvpis #finanse #ekonomia #polityka #pieniadze #neuropa
Surowce naturalne – ceny
Jezeli ktos sie zastanawia po co te 1.26 mld dla TVP teraz (niby rekompensata za abonament). Otoz to jest dokladnie kasa na kampanie wyborcza PiS w TVP na rok 2019.
pokaż spoiler #polska #tvpis #finanse #ekonomia #polityka #pieniadze #neuropa
Jak poinformowała w środę polska spółka, umowę typu EPSA (Exploration and Production Sharing Agreement) prezes PGNiG Piotr Woźniak i wiceprezes ds. finansowych Michał Pietrzyk podpisali z przedstawicielami Ras Al Khaimah Petroleum Authority i RAK GAS LLC w obecności emira Ras al-Chajma, Jego Wysokości Szejka Sauda ibn Sakr al-Kasimi.
Ras Al Khaimah Petroleum Authority to urząd nadzorujący eksploatację zasobów ropy i gazu emiratu. RAK GAS LLC jest państwową spółką działającą w sektorach poszukiwania i wydobycia, zaopatrzenia a także przetwórstwa węglowodorów.
„Rozpoczynamy działalność w regionie, który ma fundamentalne znaczenie dla światowego rynku ropy i gazu. Jest to kolejny krok w realizacji strategii Grupy Kapitałowej PGNiG, która przewiduje intensywny rozwój segmentu poszukiwań i wydobycia za granicą” – powiedział cytowany w komunikacie spółki prezes Piotr Woźniak. „Jestem przekonany, że współpraca z lokalnymi partnerami będzie korzystna nie tylko ekonomicznie, ale stworzy okazję do wymiany wiedzy i doświadczenia” – dodał.
Umowa określa podział obowiązków, kosztów i zysków z tytułu eksploatacji koncesji. Początkowo prace będą przebiegać w trzech dwuletnich etapach poszukiwawczych, po których przewidziano 30-letni okres produkcji. Po każdym z etapów poszukiwawczych PGNiG ma możliwość rezygnacji z udziałów w koncesji. Obszar koncesji to 619 km kw. Za sprawy związane z jej realizacją odpowiada nowoutworzony oddział PGNiG SA z siedzibą w Ras al-Chajma.
„Ras Al Khaimah Petroleum Authority i RAK GAS LLC mają przyjemność powitać PGNiG w emiracie Ras al-Chajma, gdzie będziemy wspólnie prowadzić poszukiwania i wydobycie, zgodnie z podpisaną dzisiaj umową. Jesteśmy przekonani, że wzajemnie korzystna współpraca, pozwoli uwolnić potencjał emiratu w zakresie ropy naftowej i gazu ziemnego” – stwierdził prezes RAK GAS LLC Niszant Dighe.
Zgodnie ze statystykami OPEC, udokumentowane zasoby węglowodorów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wynoszą prawie 98 mld baryłek ropy naftowej i 6 bln m sześc. gazu ziemnego. Produkcja ropy naftowej sięga 3 milionów baryłek dziennie, a gazu przekracza 54 mld m sześc. rocznie.(PAP)
wkr/ drag/
psav zdjęcie głównePrzedstawiciele zarządu dowodzą, że inwestycja w kopalnię fosforytów w Senegalu, była nieopłacalna i dlatego spółka podjęła decyzję o wycofaniu się z przedsięwzięcia. Twierdzą, że transakcja przeprowadzona została bez należytej staranności i na postawie nierzetelnych danych. Niewłaściwie – jak uważa zarząd – wyliczono np. koszty transportu z kopalni do portu, nakładów inwestycyjnych gwarantujących zasilanie w energię elektryczną, czy trudnych warunków geologicznych, które znacząco zwiększyło koszty wydobycia, zaraziło firmę na kary za dewastację środowiska.
Ponadto – jak czytamy w dokumencie podpisanym m.in przez Wojciecha Wardackiego, prezesa całej Grupy Azoty – „zasoby, (jednego z dwóch złóż-PAP), czyli Lam-Lam, szacowane z początku na 80 min ton fosforanów i zostały już wyczerpane!!!”
W oświadczeniu obecny zarząd GA Police uznał, że przeprowadzenie transakcji „może świadczyć o nienależytej staranności, a nawet o działaniu na szkodę spółki z podejrzeniem popełnienia przestępstwa. „Nieprawidłowości związane z inwestycją w Senegalu miały istotny negatywny wpływ na sytuację ekonomiczno-finansową GA Police, a także noszą znamiona oszustwa na jej szkodę” – podkreśla zarząd.
„Proces uwzględniania w sprawozdaniach finansowych, zidentyfikowanych w latach 2016 – 2018 korekt, niekwestionowanych przez biegłych rewidentów Spółki, wynikających z rzetelnej wyceny aktywów projektu senegalskiego oraz wyceny ryzyk związanych z ich finansowaniem bardzo negatywnie wpłynął na sytuację finansową Grupy Kapitałowej. Kapitały własne GK zostały zmniejszone o 319 min zł, co stanowi aż 27 proc. tej pozycji.
W sierpniu 2013 roku Grupa Azoty Zakłady Chemiczne Police poinformowały o podpisaniu umowy zakupu 55 proc. akcji African Investment Group za 29,75 mln dolarów. Przedsięwzięcie miało uniezależnić Police od importu tego surowca, a przede wszystkim znacząco obniżyć koszty produkcji nawozów. Miał to być też pierwszy krok do budowy pozycji w Afryce.
W lutym 2017 nowy zarząd spółki, na podstawie danych z 2015 roku podjął uchwałę w sprawie dokonania korekty wartości aktywów. Sprawę afrykańskiej inwestycji zaczęły także badać służby. Doszło do zatrzymania byłych szefów chemicznej spółki. Prokurator zarzucił wyrządzenie African Investment Group (spółka zależna od Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police) szkody majątkowej wielkich rozmiarów w wysokości ponad 22,2 mln zł.
Jednak sądy (najpierw rejonowy, później okręgowy po zażaleniu) uznały, ze nie ma potrzeby aresztu, „dowody nie pozwalają obecnie na przyjęcie, iż zachodzi duże prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanych zarzuconych im czynów” Jak tłumaczyli przedstawiciele sądu, skutkuje to niemożnością zastosowania wobec podejrzanych jakichkolwiek środków zapobiegawczych.
Zarząd w oświadczeniu domaga się od prokuratury „zintensyfikowała działań w sprawie śledztw” dotyczących inwestycji zachodniopomorskiej spółki w kopalnię w Senegalu.>>> Czytaj też: Złoża węgla brunatnego znacząco wyczerpują się. Uderzy to w subregion koniński
psav zdjęcie głównePoświęconą temu tematowi konferencję kanclerz zwołała na dzisiejszy wieczór. W spotkaniu wezmą udział premierzy czterech krajów związkowych, na terenie których działają kopalnie węgla brunatnego i elektrownie wykorzystujące surowiec: Saksonii, Brandenburgii, Saksonii-Anhalt położonych na wschodzie Niemiec oraz Nadrenii Północnej-Wesfali (NRW) leżącej na zachodzie. Oprócz polityków z regionów w urzędzie kanclerskim stawią się ministrowie finansów, gospodarki i środowiska oraz czterech przewodniczących Komisji ds. Wzrostu, Zmian Strukturalnych i Zatrudnienia (Komisja Węglowa). W czasach rządów Angeli Merkel rozpędu nabrał program transformacji energetycznej Energiewende, który ma doprowadzić w Niemczech do produkcji energii elektrycznej tylko ze źródeł odnawialnych. Magazyn „Der Spiegel” spekuluje, że włączenie się niemieckiej kanclerz w negocjacje ma na celu przezwyciężenie zagrażającego całemu programowi impasu w rozmowach.Komisja Węglowa nie ma się dotychczas czym pochwalić. Powstała w połowie ubiegłego roku. W jej skład powołano niemal 30 przedstawicieli polityki, biznesu i organizacji ekologicznych. Do końca listopada ub.r. miała zaprezentować raport końcowy z wiążącą datą odejścia Niemiec od węgla. Miał to być klarowny sygnał przed startem konferencji klimatycznej COP24 w Katowicach, że Niemcy pozostają europejskim liderem zielonej transformacji. Do prezentacji raportu jednak nie doszło. Również nowa data, 1 lutego br., stoi pod znakiem zapytania. Przeszkodą w zaprezentowaniu wyników stanowią głosy przedstawicieli krajów związkowych, którzy uważają, że komisja nie bierze dostatecznie pod uwagę zmian na rynku pracy, do których dojdzie w trakcie stopniowego odcinania kraju od węgla. Premierzy landów domagają się klarownej strategii dla ich regionów na czas transformacji.Spór toczy się o potężne pieniądze. Z dotychczasowych wypowiedzi ministra finansów Olafa Scholza wynika, że rząd federalny może w okresie transformacji przeznaczyć na odchodzenie od węgla ok. 1,5 mld euro rocznie. Premierzy trzech wschodnich landów domagają się większych środków. Koszty szacują na przynajmniej 60 mld euro w ciągu następnych 30 lat. – Te zmiany strukturalne są najważniejszym projektem we wschodnich Niemczech w nadchodzących dziesięcioleciach – argumentował Michael Kretschmer, premier Saksonii w opublikowanym komunikacie. W rozmowie z dziennikarzami grupy medialnej Funke Kretschmer przekonywał, że podczas styczniowych rozmów z przedstawicielami rządu federalnego będzie chciał podjęcia decyzji na temat „nowych, dobrze płatnych miejsc pracy”.Również regionalni przedstawiciele NRW chcą więcej pieniędzy. – Dla NRW to wyzwanie tego stulecia. Jeśli prace Komisji Węglowej doprowadzą do mądrych rezultatów, będzie to też szansa stulecia – przekonywał w zeszły piątek Andreas Pinkwart, minister gospodarki w regionalnym rządzie NRW. Pinkwart zaznaczył, że jego kraj związkowy oczekuje, że rząd federalny na cele odejścia od węgla w jego landzie przeznaczy „ponad 10 mln euro” w okresie najbliższych dziesięcioleci. Z cząstkowego raportu, który Komisja Węglowa opublikowała na temat skutków odejścia od węgla, wynika, że branża zatrudnia ok. 20 tys. pracowników. Natomiast każde bezpośrednie miejsce pracy w przemyśle węglowym generuje jedno dodatkowe miejsce pracy w danym kraju związkowym i jeszcze jedno w innym regionie Niemiec. Eksperci szacują zatem, że planowana transformacja dotknie razem 60 tys. wysoko wykwalifikowanych pracowników.Rząd federalny już w tym roku zacznie wypłacać regionom pieniądze. Kasy landów otrzymają po 150 mln euro na rozpoczęcie reform strukturalnych. Do 2021 r. wszystkie cztery kraje związkowe otrzymają razem 1,5 mld euro. Na ile zostaną uzgodnione końcowe koszty transformacji, zależy m.in. od przebiegu dzisiejszych rozmów. Istotnym czynnikiem są nie tylko pieniądze, ale też czas. Liczne organizacje ekologiczne domagają się, aby do zamknięcia wszystkich kopalni i elektrowni doszło już w 2030 r. Komentatorzy uważają tę datę za nierealną. Premier Saksonii Krestchmer w komunikacie zasugerował rok 2045 jako prawdopodobny termin.Kanclerz, negocjując dziś kres całej branży, musi uwzględnić nie tylko interesy regionalnych polityków, którzy boją się o utratę miejsc pracy, co przełoży się na niezadowolenie ich wyborców. Również niemiecki przemysł zgłasza obawy, że zbyt szybka rezygnacja z węgla przełoży się na dalsze podwyżki cen energii. – Jeśli ceny energii elektrycznej nadal będą rosły, może to doprowadzić do strukturalnej zapaści w energochłonnych gałęziach przemysłu – powiedział Utz Tillmann, szef niemieckiego Związku Przemysłu Chemicznego w wywiadzie dla agencji prasowej Bloomberg. Tillmann domaga się od polityków skupienia się na redukcji kosztów. Postulat nierealny, jeśli Niemcy chcą kontynuować transformację energetyczną.Równie silne są naciski wywierane przez organizacje ekologiczne oraz społeczeństwo. 59 proc. Niemców uważa, że elektrownie węglowe powinny zostać wkrótce zamknięte. Po tym jak Komisja Węglowa ogłosiła opóźnienie w publikacji końcowego raportu, w demonstracjach „Zatrzymać węgiel” zorganizowanych 1 grudnia ub.r. w Berlinie i w Kolonii wzięło udział 36 tys. osób. Na popularność tematu w opinii publicznej wpływ miały warunki pogodowe zaistniałe w ubiegłym roku w Niemczech. 2018 r. był najcieplejszym i najsuchszym rokiem od czasu prowadzenia w tym kraju pomiarów. Licznym doniesieniom o suszach często towarzyszyły komentarze o konieczności odejścia od nieekologicznych źródeł energii. W 2018 r. 35,2 proc. prądu w Niemczech pochodziło z OZE i tym samym odsetek ten zrównał się z produkcją z węgla kamiennego i brunatnego. W opinii Petera Altmaiera, obecnego ministra gospodarki i energii, udział węgla musi spaść do 10 proc. już w 2030 r., jeśli Niemcy chcą dotrzymać zobowiązań wynikających z porozumienia paryskiego. W umowie koalicyjnej obecnego rządu tworzonego przez chadeków i socjaldemokratów partie zobowiązały się, że do 2030 r. 65 proc. prądu będzie pochodziło ze źródeł odnawialnych.>>> Czytaj też: Francja i Niemcy mają różne interesy. Traktat w Akwizgranie tego nie zmieni [OPINIA]
Tu sobie kliknijcie, bo warto mówić o transparentności (czy raczej jej braku) NBP: NBP to niechlubny wyjątek. W całej strefie euro jawność płac to standard
DGP przeprowadził sondę w 18 bankach centralnych. Część z nich przysłała nam informacje o wynagrodzeniach swoich szefów w ciągu… kilkunastu minut! Inne zrobiły to po maksymalnie kilku godzinach. Banki centralne informują nie tylko o zarobkach prezesów, ale i pensjach szeregowych pracowników!
(…) Wzorem mógłby być Bank Łotwy (LB), jednego z najmłodszych członków strefy euro. Biuro prasowe przesłało nam całą siatkę płac: od zarabiających 500 euro miesięcznie pracowników najniższego szczebla po prezesa Ilmārsa Rimšēvičsa, który teoretycznie dostaje 12,6 tys. euro. Teoretycznie, bo aktualnie nie pobiera wynagrodzenia ze względu na toczące się wobec niego śledztwo o przyjęcie łapówki.
#neuropa #finanse #nbp #ekonomia
psav zdjęcie główne”To nie pierwszy raz, gdy Grenell wywołuje gniew rządu Niemiec: denerwował już Berlin prowadzoną na Twitterze agitacją przeciwko porozumieniu atomowemu z Iranem oraz solidaryzowaniem się z siłami populistycznej prawicy w Europie” – przypomina niemiecka gazeta.
Jak pisze, zdaniem dyplomatów Grenell „uważa, że za swoje zadanie sabotowanie polityki zagranicznej Niemiec w kluczowych kwestiach, wydaje się za to nie rozumieć swojej roli jako dyplomatycznego przedstawiciela (USA)”.
Szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas i sekretarz stanu w MSZ Andreas Michaelis „dali Grenellowi wyraźnie do zrozumienia, że życzą sobie innego postępowania”, zaś amerykański ambasador już cztery razy był zapraszany do MSZ na rozmowę. Według „Handelsblattu” w rozmowach tych „Grenell wykazywał zrozumienie, jednak w publicznych wystąpieniach szybko wracał do roli prowokatora”.
Z tego zachowania niemieckie MSZ „wyciągnęło wnioski”. „Zamiast oficjalnie wzywać ambasadora i w ten sposób pogłębiać kryzys w relacjach z USA, (niemieccy) dyplomaci zaczęli kontaktować się bezpośrednio z Departamentem Stanu w Waszyngtonie”, gdzie mimo różnicy w podejściu do tematów takich jak Iran czy Nord Stream 2 „rozmowy przebiegają w sposób +profesjonalny+”.
„Ambasada (USA) w Berlinie ma być marginalizowana, a Grenell ignorowany” – podkreśla gazeta. Zgodnie z tą strategią niemieckie MSZ nie zamierza oficjalnie odnosić się do listu Grenella.
Komentując w poniedziałek sprawę listu, „Sueddeutsche Zeitung” pisze, że Grenell „chętnie zachowuje się jak polityk, a rola dyplomaty (…) mu nie wystarcza”.
Komentując zawartą w liście Grenella groźbę nałożenia przez USA sankcji na firmy uczestniczące w budowie Nord Stream 2, gazeta pisze, że nie po raz pierwszy Stany Zjednoczone uciekają się do gróźb sankcji, gdy nie mogą w inny sposób przekonać partnerów w Europie do jakiejś decyzji, zaś „Grenell z upodobaniem stosuje tę sztuczkę i chce dyktować politykę europejską, nawet jeśli nikt w Europie go o to nie prosił”.
„Tagesspiegel” pisze, że Niemcy potrzebują strategii wobec USA, by uniknąć „eskalacji, której by nie wytrzymały”. „W konflikcie o Nord Stream 2 Berlin nie ma wielu partnerów w UE, na których mógłby polegać, gdyby USA spełniły swoją groźbę i nałożyły sankcje na firmy (budujące NS 2)” – podkreśla dziennik, dodając, że budowa gazociągu narusza energetyczne przepisy UE i zapewnia Rosji źródło pieniędzy, za które może „zbroić swoje wojsko i prowadzić wojny”.
„Groźba wystosowana przez amerykańskiego ambasadora jest z pewnością niedyplomatyczna, ale działa. Podobnie zrozumiała jest skarga, że Berlin nie chce pozwolić, by to USA decydowały o tym, skąd zaopatrują się z energię. Jednocześnie partnerzy unijni nie zgadzają się, by Niemcy prowadziły samowolną politykę energetyczną wbrew ich interesom i interesom Wspólnoty. Wniosek jest więc taki: nie złościć się, lecz znaleźć wyjście z sytuacji” – konkluduje „Tagesspiegel”.>>> Czytaj też: PGNiG podpisało 20-letnią umowę na dostawy gazu z USA
psav zdjęcie główneGujana to niewielki kraj na północno-wschodnim skraju Ameryce Południowej, który leży nad Atlantykiem i graniczy z Wenezuelą oraz Brazylią. Z Polski leci się tam samolotem trzy dni z dwiema przesiadkami. Ale może warto to zrobić, bo Gujana w nadchodzących latach ma się stać gwiazdą globalnej gospodarki.
Według najnowszych prognoz Banku Światowego PKB Gujany w 2020 r. ma wzrosnąć aż o 30 proc., a w 2021 r. o kolejne 24 proc. Będą to oczywiście światowe rekordy. To wszystko będzie możliwe dzięki ropie naftowej, którą pod dnem morza na wodach należących do Gujany odkrył ExxonMobil. Poszukiwania zaczęły się 11 lat temu, a pierwszy szyb wydobywczy postawiono w 2015 r. Od tamtej pory na podmorskim polu o powierzchni blisko 27 km kw. poczyniono kolejnych 10 odkryć złóż z ropą. Jej komercyjne wydobycie i sprzedaż mają ruszyć w 2020 r. Dlatego to wtedy PKB południowoamerykańskiego państwa wystrzeli w górę. Wszystko wskazuje na to, że Gujana stoi u progu niesamowitej przemiany gospodarczej.>>> Czytaj też: Największe gospodarki w 2030 roku. Nieoczekiwana zmiana miejsc w rankingu PKBWedług firmy doradczej Westwood Global Energy kolejne odkrycia dają nadzieję na to, że łączne potencjalne zasoby ropy pod dnem morza u wybrzeży Gujany sięgają nawet 10 mld baryłek. Na polu, na którym produkcję w przyszłym roku rozpocznie ExxonMobil, potwierdzono już blisko 5 mld, ale tempo, w jakim dokonywane są kolejne odkrycia, sprawia, że prognozy są znacznie wyższe. To nie powinno zaskakiwać, bo największe na świecie rezerwy ropy znajdują się zupełnie niedaleko: w graniczącej z Gujaną Wenezueli.
PKB kraju do 2025 r. zwiększy się o 1000 proc. Zwykle zajmuje to 300 lat
Zdaniem Westwood Gujana do 2025 r. może wydobywać 750 tys. baryłek ropy dziennie. Ale na rynku krążą też prognozy mówiące o wydobyciu na docelowym poziomie miliona baryłek. To poziom, który pozwoli uważać Gujanę za poważnego średniej wielkości producenta ropy na świecie. Takiego, który oczywiście jest daleko za Arabią Saudyjską czy Rosją, które produkują ponad 10 mln baryłek dziennie, ale na przykład porównywalnego z Libią i blisko dwa razy większego od należącego do OPEC Ekwadoru.
Według amerykańskiego ambasadora w Gujanie Perry’ego Hollowaya, PKB Gujany do 2025 r. zwiększy się o 1000 proc. Dodaje on, że to taka skala wzrostu, której osiągnięcie innym krajom zabierało nawet po 300 lat. Ambasador w swoim optymizmie zapewne przesadza, a jego słowa należy odczytywać jako wsparcie dla działań amerykańskiego ExxonMobil, ale z drugiej strony, jeśli wszystko pójdzie dobrze, Gujanę i tak może czekać skok na szokująco dużą skalę.
Dziś Gujana jest na 159. miejscu w świecie na liście państw według wielkości PKB. Jej dochód narodowy to 3,6 mld dol. Jeśli liczyć, że baryłka ropy kosztuje 50 dol., to wychodzi, że obecnie roczny PKB Gujany ma równowartość 72 mln baryłek (chociaż dziś to w największym stopniu efekt eksportu cukru). Jeśli będą wydobywać 750 tys. baryłek dziennie, będzie to oznaczać roczną produkcję na poziomie 273 mln baryłek wartych 13,7 mln dol. (przy cenie 50 dol. za baryłkę). Czyli jeśli ExxonMobil zrealizuje swoje plany, dochód narodowy Gujany wzrośnie mniej więcej czterokrotnie.
Warto tu dodać, że Gujana ma zaledwie około 800 tys. obywateli. To oznacza, że jej PKB na głowę mieszkańca może wzrosnąć z obecnych 4600 dol. (101. miejsce na świecie w 2017 r.) do około 17,5 tys. dol. To okolice 40. miejsca na świecie, a więc poziom Słowacji, blisko Grecji, a powyżej Litwy. To także wyraźnie powyżej poziomu PKB na głowę mieszkańca w Polsce. U nas według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2017 r. wynosił on 13 821 dol.
Z takim poziomem PKB per capita mieszkańcy Gujany zostaliby statystycznie najbogatszymi mieszkańcami Ameryki Południowej. Aby jednak to się stało, trzeba spełnić dodatkowe warunki. W uruchomienie wydobycia na wielką skalę nie ma co wątpić, przygotowania są bardzo zaawansowane, a sprawą zajmują się poważni globalni gracze z branży naftowej. Przypływ petrodolarów Gujana ma gwarantowany. Pozostaje pytanie, czy tego nie zmarnuje.
Na świecie zdarzały się już w przeszłości podobne odkrycia i podobne hurraoptymistyczne prognozy, z których potem niewiele wychodziło. A jeśli faktycznie udało się osiągnąć sukces, niekoniecznie przekładało się to na podniesienie poziomu życia społeczeństwa. Za przykłady mogą tu służyć chociażby Gabon czy Gwinea Równikowa. W obydwu krajach odkryto ropę i uruchomiono jej wydobycie. W obydwu PKB powędrowało mocno w górę. Pod względem wielkości dochodu narodowego na głowę mieszkańca obydwa te kraje są dziś w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o Afrykę, Gwinea Równikowa ma dochód na głowę mieszkańca większy niż Polska. Ale ze względu na konflikty, nierówności społeczne i niską kulturę polityczną większość ludzi w tych afrykańskich krajach nie odczuła żadnej materialnej poprawy.
Gujana to demokracja z systemem prezydenckim. Dość młoda i z burzliwą przeszłością. Pierwsze wolne wybory odbyły się ćwierć wieku temu. Prezydentem jest były wojskowy. W przeszłości kraj był kolonią brytyjską, a wpływy brytyjskiej kultury są widoczne do dzisiaj: najpopularniejszym sportem Gujany jest krykiet. Trudno jednak na takiej podstawie zakładać, że Gujana poradzi sobie z dystrybucją bogactwa w społeczeństwie lepiej niż eksporterzy ropy z Afryki. W praktyce może to się okazać nawet trudniejsze niż znalezienie i sprzedawanie czarnego złota. Gdyby władzom w Georgetown udało się wykorzystać odkrycie do modernizacji kraju i podniesienia poziomu życia wszystkich mieszkańców, byłaby to historia z serii tych, które zdarzają się na świecie raz na kilkadziesiąt lat.>>> Czytaj też: Kreatywność pojawia się wśród równych i wolnych. Dlatego tylko część krajów osiągnęła dobrobyt [WYWIAD]
Najbardziej zawistnych frustratów z PiS szanuje za to jak zmotywowali do wsparcia WOŚP w ramach wręcz też manifestu politycznego i nie tylko – jest to prawdziwie #dobrazmiana która nastąpiła w kontrze do propagandy jaka nie dość że jednak u wielu nie chwyta to wręcz przynosi skutek odwrotny jak widać poniżej! 🙂 Może to jest światełko nadziei dla tego wykruszającego się i skłóconego narodu?
Lecę zaraz wyzbyć się tego co zostało mi w walutach których szybko nie użyję – polecam taki kantor 🙂
#oswiadczenie | #bekazpisu | #polityka | #finanse | #wosp2019 | #wosp | #bekazkatoli za hipokryzje i zawiść czystą
Na podsumowaniu rocznym bardzo ladnie widac o jaka czesc pieniedzy z budzetu walcza brexitersi.
#uk #zagranico #brexit #finanse
Baaardzo ciekawe zestawienie wydatków zarządów i rad nadzorczych w klubach #ekstraklasa Okazuje się że „najciężej” pracowali Sarapata z Dukatem w #wislakrakow ( ͡° ͜ʖ ͡°) Najmniej zarabia się w zarządzie #cracovia i #legia. Na grubo bawią się kluby utrzymywane z pieniędzy miejskich czyli przez podatników, ale i w niektórych prywatnych też można nieźle zarobić mimo że raczej wyniki sportowe do tego nie predestynują. #pilkanozna #lechia #lechpoznan #slaskwroclaw #jagiellonia #koronakielce #zaglebielubin #gornikzabrze #finanse
Niemcy były nazywane kiedyś chorym człowiekiem Europy. Dziś są niekwestionowanym liderem gospodarczym Europy, podczas gdy Francuzi są niechętni reformom i wyrzeczeniom.
Źródło wykresu: https://for.org.pl/pl/d/57b68d84fb6521e8b3bed0dc5a03de07
#neuropa #gospodarka #europa #finanse
Cena na stacjach od pol roku nie smienia sie znaczaca. Jak widac Orlen ciagle jedzie na zapasach ktore zrobil na przelomie wrzesnia/pazdziernika
#ropa #polska #ekonomia #benzyna #podatki #4konserwy #finanse
Telewizja Polska oraz Polskie Radio otrzymają kolejny potężny zastrzyk publicznego finansowania – podaje serwis wirtualnemedia.pl. W tym roku – jak zapewnia prezes TVP Jacek Kurski, na ten cel z budżetu państwa więcej niż 980 mln zł – to suma jaka do mediów publicznych trafia w 2018 r.
psav zdjęcie główneSpółka podała w komunikacie, że do wstrząsu doszło w sobotę o godz. 9.58. „W wyniku zdarzenia poszkodowanych zostało siedem osób, śmierć poniosła jedna osoba, operator samojezdnych maszyn górniczych, miał 58 lat, osierocił dwójkę dzieci” – podano w komunikacie.Dodano w nim, że akcja ratownicza zakończyła się po około 1,5 godzinie, a w akcji brało udział sześć zastępów ratowniczych. „Poszkodowani zostali odwiezieni do szpitali w Zielonej Górze, Legnicy i Lubinie” – wskazała spółka.W komunikacie poinformowano ponadto, że prezes KGHM ogłosił trzydniową żałobę.Do wypadku w Polkowicach odniósł się wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak. „Wstrząs w kopalni ZG Rudna – 1 osoba nie żyje, 6 zostało rannych. Jestem po rozmowie z prezesem KGHM, który ogłosił 3-dniową żałobę” – napisał na Twitterze.”Kondolencje dla rodziny zmarłego górnika. Życzenia zdrowia dla osób przebywających w szpitalach” – dodał wojewoda.
psav zdjęcie główne
Praca Ugo Bardiego ma wszystko to, co publikacja chemika i pisarza mieć powinna. To merytoryczna piguła wiedzy o globalnych zasobach mineralnych, podana w bardzo przystępnej formie.
Bardi zaczyna od początku. Dosłownie. Nawet laik może się z tej książki dowiedzieć, skąd się w ogóle wzięły na Ziemi zasoby naturalne. Krok po kroku przeprowadza czytelnika przez kolejne fazy geologicznego rozwoju planety. Najpierw hadeik (ponad 4 mld lat temu), gdy Ziemia jest tak gorąca, że metale ciężkie, które wzięły się z wybuchu supernowych, ulegają stopieniu i opadają w głąb. Te lżejsze pozostają w skorupie ziemskiej. Potem archaik (ok. 3 mld lat temu), gdy na dnie oceanów osadzają się tlenki żelaza. Następnie proterozoik i fanerozoik. Ziemia przechodzi w tym czasie wiele mniejszych i większych geologicznych rewolucji. Wszystko się raz topi, innym znów razem wymraża. Uderzają asteroidy, plują wulkany. Końcową fazą tego drugiego eonu jest trwający do dziś holocen (ostatnie 12 tys. lat naszej planety). Z kolei ostatnia faza holocenu to antropocen. Czas ludzkiej cywilizacji, która dość szybko orientuje się, jakie skarby kryje w sobie natura i jak ich używać dla własnej korzyści. psav picture
Tak dochodzimy do zasadniczej części pracy Bardiego: szczegółowo opisanych dziejów rozmaitych minerałów oraz technik ich eksploatacji. To nieczęsta okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej nie tylko o najczęściej opisywanych ropie naftowej czy gazie ziemnym, lecz także o niklu, cynku, uranie czy złocie. Ta część jest głęboko osadzona w realiach politycznych. Bardi opisuje, w jaki sposób historię świata da się czytać jako dzieje konfliktów o zasoby. Wojny oraz mechanizmy kształtowania i rozpadu imperiów stają się wówczas dużo bardziej przejrzyste.
Trzecią (najobszerniejszą) częścią „Wydobycia” jest namysł nad skutkami i konsekwencjami. Autor nie ukrywa, że stoi mocno na klasycznym stanowisku Klubu Rzymskiego, międzynarodowego think tanku, który jako pierwszy (jeszcze w latach 70.) wskazywał na fakt, że zasoby naturalne nie są niewyczerpane, a ich eksploatacja na taką skalę, jakiej domaga się współczesna gospodarka, doprowadzić musi do zmian całego ziemskiego ekosystemu. „Wydaje się, że odkryliśmy sposób podróży międzyplanetarnych bez budowania statków kosmicznych” – pisze w pewnym momencie Włoch. Wskazując, że po 200 latach intensywnej (momentami rabunkowej) eksploatacji Ziemia staje się inną planetą, niż była. A ludzkość musi się do tego jakoś dopasować. Albo przez zmianę sposobu wydobycia i wykorzystania zasobów, albo poprzez rozpoczęcie podboju kosmosu. Ale sytuacji, gdy to drugie rozwiązanie wydaje się (nomen omen) księżycowe (tak jak pomysł produkowania energii przy użyciu dostępnego na Księżycu Helu-3), nie pozostaje nam nic innego, jak wyjście numer jeden.
Czyli co? Substytucja metali rzadkich, więcej recyklingu tego, co istnieje, i koncentracja na zajęciach wymagających mniej energii niż produkcja przemysłowa (np. sztuka). To rekomendacje Ugo Bardiego na przyszłość. Jego wizja bardziej ludzkiego postwzrostu niż ta, którą znaliśmy dotąd. >>> Czytaj też: Globalne koncerny mięsne trują bardziej niż naftowi giganci. Sztuczne mięso uratuje klimat?
PPK czy BTC? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dla średniego wynagrodzenia będzie to co miesiąc 99,4 PLN + 74,55 PLN od pracodawcy przy min. składce.
Wolicie zostać w PPK czy dogadać się z szefem i te 3.5% wkładać co miesiąc w BTC?
#finanse #pieniadze #kryptowaluty #btc #ekonomia #nsfw